Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Szmery, szuranie, piski i chrobotanie. Każdej nocy od kilku miesięcy słyszę, jak kuny harcują na poddaszu. Raz słyszałam jak goniły, a potem zagryzały jakieś zwierzę. Innym razem znalazłam pod maską samochodu martwego gołębia. Nie mogę się ich pozbyć i denerwuje się, że w końcu okaże się, że mam zniszczoną izolację dachu, bo kuny pogryzły wełnę mineralną - mówi Izabela Załęska, mieszkająca przy ul. Twardowskiego.

Kuny coraz częściej stają się zmorą mieszkańców miast. Na forach internetowych roi się od historii właścicieli domów, którzy nie mogą poradzić sobie z małymi drapieżnikami. Pojawiają się też prośby o rady, jak się ich pozbyć.

Na kuny skarżą się też kierowcy i mechanicy samochodowi. - Z roku na rok trafia do nas coraz więcej kierowców, którzy mają pogryzione przez kuny przewody w samochodzie. Zwierzęta wynoszą też spod maski warstwę wyciszającą albo zostawiają resztki niedojedzonych ptaków - opowiada mechanik Roman Stalmach.

W 2008 roku naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego odebrali ok. 80 zgłoszeń od mieszkańców skarżących się na szkody wyrządzone przez kuny domowe.

Dr Izabela Wierzbowska z Instytutu Nauk o Środowisku UJ przyznaje, że w mieście przybywa tych drapieżników. - Winni temu jesteśmy jednak my sami. Tereny dziś miejskie, a niegdyś rolnicze, od zawsze były zamieszkiwane przez kuny domowe. Teraz my budujemy tam osiedla, domki jednorodzinne, a kuny przystosowują się do nowych warunków - ocenia. - Tym bardziej że osiedlając się na obrzeżach, tworzymy świetne środowisko dla bytowania tych zwierząt. Dostarczamy im łatwego pokarmu i schronienia. Zwierzęta te są bardzo inteligentne i potrafią wykorzystać każdą okazję - zjedzą wyłożony przy okienku piwnicznym pokarm dla kotów, zaglądną do koszy na śmieci, a na poddaszu znajdą dogodne schronienie.

Stąd może rodzić się nasze przekonanie, że kuny stają się coraz bardziej ekspansywne czy nawet agresywne.

Tymczasem kuny nie są ani agresywne, ani bardziej ekspansywne niż kilka lat temu. Jak wynika z pierwszych w Polsce kompleksowych badań dotyczących "ekologii kuny domowej w warunkach miejskich", te niewielkie drapieżniki są terytorialnymi samotnikami, które nie potrzebują dużo przestrzeni, a agresję wykazują jedynie między osobnikami własnego gatunku. Stąd być może poprzegryzane kable w samochodach. - Kuny, ogrzewając się przy silniku, ocierają się o przewody, zaznaczając w ten sposób swój teren zapachem. Jeśli następnego dnia inna kuna wejdzie pod maskę, za wszelką cenę będzie próbowała usunąć zapach obcego osobnika - wyjaśnia dr Wierzbowska.

Badania pokazują też, że kun ciężko się pozbyć, są nieufne i trudno je odłowić, jako zwierzęta terytorialne będą wracać do swojego areału, a jeśli nie wrócą, to na ich miejscu pojawią się inne kuny. - Dlatego powinniśmy kuny zaakceptować, a nie bać się ich. Tym bardziej że to zwierzęta, które szybko się oswajają - podkreśla Wierzbowska.

Dodaje też, że kuny są bardzo pożyteczne. Zjadają owady (np. osy) i zabijają szkodniki, szczury i myszy, zjadają gołębie.

Dlatego np. w Szkocji, gdzie kuny leśne również osiedlają się w domach, mieszkańcy zamiast walczyć z nimi na różne sposoby, stawiają przede wszystkim na lepszą izolację i zabezpieczenie domów, a na ścianach domów lub na drzewach wieszają drewniane budki wyłożone wyściółką. Kuny je wykorzystują i nie drążą przejść i korytarzy w wełnie mineralnej, a mieszkańcy nie mają problemów z gryzoniami.

- Nasza wiedza na temat kun jest wciąż jednak bardzo niewielka - mówi dr Wierzbowska.

Jeśli chcemy pozbyć się kuny, w Krakowie działa pogotowie interwencyjne do spraw dzikich zwierząt w mieście Kaban. Kontakt z nim można uzyskać przez Wydział Kształtowania Środowiska UMK. Na pewno nie wolno ich usuwać trutkami, bo jest to niedozwolone (kuny są pod ochroną).

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.