Powstanie ruchu Mau Mau stanowiło reakcję na bezwzględne rządy brytyjskie. Biali osadnicy zabrali Kikuju - jednemu z głównych plemion Kenii, zamieszkującemu wyżyny centralne - 25 tys. ha gruntów. Było to szczególnie dotkliwe, bo tak jak Masaj nie byłby Masajem, nie mając bydła, tak Kikuju nie mógł wejść w wiek dorosły, nie posiadając ziemi. Nie było to jedyne upokorzenie. Afrykanów obłożono podatkiem od chaty i głowy w wysokości niemal dwumiesięcznej pensji. Musieli zawsze mieć przy sobie dokument tożsamości z informacjami o pochodzeniu i historii zatrudnienia. Pozbawionych ziemi osadzano w rezerwatach tak przepełnionych, że musieli emigrować za pracą do majątków białych albo do slumsów Nairobi, gdzie utrzymywali się z handlu obnośnego, warzenia piwa i prostytucji.

Początek ruchu Mau Mau dała grupa robotników najemnych zmuszona do osiedlenia się w regionie Olenguruone. To oni właśnie wymyślili przysięgę, którą mężczyźni Kikuju składali na znak solidarności podczas wojny lub kryzysu. Teraz objęto nią także kobiety oraz dzieci i niemal 90 proc. członków półtoramilionowego plemienia złożyło pierwszą przysięgę jedności. Z czasem powstało siedem różnych rot, a każda kolejna wyrażała większe oddanie ruchowi. Towarzyszyły im rytuały picia krwi, zjadanie surowego mięsa. Siódmą, ostatnią przysięgę "zabijającą" składali tylko partyzanci gotowi walczyć w lasach.

Za przywódcę ruchu Brytyjczycy uważali bardzo popularnego w kraju Jomo Kenyattę, wykształconego w Londynie intelektualistę i ucznia Bronisława Malinowskiego, pod którego okiem studiował on antropologię społeczną. W rzeczywistości Mau Mau nie miał jednolitego kierownictwa. Kenyatta należał do gołębi i chciał działać w ramach prawa. Gdy po skandalicznym procesie usłyszał wyrok siedmiu lat więzienia i dożywotni nadzór (za wydanie takiego wyroku gubernator wręczył sędziemu 20 tys. funtów łapówki), stery ruchu przejęły młode jastrzębie, zwolennicy zbrojnego oporu. Do złożenia przysięgi zmuszali teraz siłą.

Ten najbardziej bestialski, wstrętny i obrzydliwy rytuał poczęty w zepsutym umyśle, jak opisał go minister kolonii Oliver Lyttelton, stał się paliwem brytyjskiej propagandy napędzającej strach przed "dziczą". Strażnikom obozowym wmawiano, że członkowie ruchu Mau Mau mogą ich pożreć, ale najbardziej przerażeni byli osadnicy, którzy szybko zjednoczyli się przeciw powstaniu. Razem z nimi stanęli lojaliści, czyli wodzowie Kikuju z nadania kolonizatorów i ich otoczenie.

Spirala przemocy się nakręcała, Mau Mau podcinali ścięgna bydłu osadników, palili uprawy, zabijali lojalistów. Gdy 9 października 1952 r. zastrzelili wodza Waruhiu, jednego z największych popleczników Brytyjczyków, został wprowadzony stan wyjątkowy. A odkąd 24 stycznia 1953 r. doszło do zasztyletowania członków rodziny farmerskiej przez ich służących, Europejczycy w Kenii przestali rozstawać się z bronią, formowali straże obywatelskie, zabijali deskami okna domów. Wielu nawoływało do wyrżnięcia wszystkich Kikuju. Na kryjącą się po lasach 20-tysięczną partyzantkę ruszyli żołnierze i po dwóch latach zdobyli przewagę. Pozostawało pytanie: jak zdyscyplinować setki tysięcy pozostałych Kikuju, którzy złożyli przysięgę? Rząd kolonii uciekał się do coraz bardziej opresyjnych metod umacniających Afrykanów w przekonaniu o słuszności oporu.

Mściwa pacyfikacja

Zaczęły się masowe przesiedlenia, całe wioski Kikuju pakowano na ciężarówki albo do wagonów kolejowych i wysyłano do rezerwatów. Ponieważ aresztowanych nieustannie przybywało, władze zaczęły zakładać obozy przejściowe. "Pytano nas, czy składaliśmy przysięgę, a ci, którzy przeczyli, byli mocno bici, dopóki nie wymuszono na nich tego wyznania, a przynajmniej nie wyciągnięto jakichś informacji. Wielu zmarło w wyniku pobicia" - wspomina Ndiritu Kibira, robotnik z ośrodka w Nakuru. Popularną metodą tortur było rażenie prądem, przypalanie papierosami i ogniem. Oprawcy wpychali mężczyznom w odbyt, a kobietom do pochwy butelki (często stłuczone), lufy karabinów, noże, węże, gorące jajka albo liście bananowca, szczypcami ściskali piersi i jądra, kastrowanym kazali zjadać własne przyrodzenie.

Rurociągi...

W 1953 r. pojawiło się światełko w tunelu w postaci planu wygrania wojny z Mau Mau za pomocą reform. Jego twórca Tom Askwith nazwał ów system rurociągiem. W obozach przejściowych podejrzanych miano prześwietlać i klasyfikować. Nieszkodliwi, uznani za "białych", mieli być odsyłani do rezerwatów, czyli na sam dół rurociągu. Z kolei "szarych" przenoszono by do obozów pracy, gdzie starszyzna Kikuju i byli zwolennicy Mau Mau nakłanialiby więźnia do przyznania się. Następnie zmiękczonego "szarego" odsyłano by do dobrowolnej oraz płatnej pracy, a wieczorami uczęszczałby on na zajęcia reedukacyjne, by na koniec trafić do obozu otwartego, gdzie aż do zwolnienia podlegałby dalszej resocjalizacji pod okiem miejscowych wodzów. Wreszcie na zatwardziałych "czarnych" czekały obozy koncentracyjne.

O urządzanych przez Brytyjczyków pacyfikacjach w Kenii - czytaj w poniedziałkowym "Ale Historia", dodatku do "Gazety Wyborczej".

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl