"Droga Pani Premier Ewo - pisze do Kopacz - w imieniu własnym zwracam się z prośbą o rozważenie przyznania mi specjalnego świadczenia emerytalnego.

Ludzie w urzędach mówią: nie pracowała, to emerytury nie dostanie. To nieprawda, że nie pracowałam.

Uważam, że wydając na świat piętnaścioro dzieci, którymi zajmowałam się łącznie przez 41 lat, a które w chwili obecnej pracują dla dobra Rzeczpospolitej Polskiej i są prawowitymi obywatelami, zasłużyłam, aby otrzymywać chociażby niewielkie świadczenie emerytalne, które pozwoli mi na spędzenie godziwie reszty życia.

Sołtys kazała dodać listę z metryczkami wszystkich moich dzieci, sama mi to w komputer wpisała: Elżbieta ma 43 lata, Wioleta 42 lata, Robert 41, Śnieżanna 40, Marcin 39, Agnieszka 37, Mariusz 36, Sylwia 35, Daniel 33, Marek 30, Iwona 27, Paweł 25, Jadzia 23, Agata 22 i Ania 20. Żadnych bliźniaków, chociaż dwie córki są bardzo do siebie podobne.

Ale czy oni są prawowitymi obywatelami, to niech inni ludzie powiedzą, co ja będę o swoich opowiadać. Jedyne, co mogę zapewnić, to że wszystkie zawsze były grzeczne, a jak dorosłe są, to żaden alkoholikiem, złodziejem, narkomanem. Ja z nich jestem bardzo dumna, najbardziej z tego, że na ludzi wyszli wszyscy, bez wyjątku. I wszyscy pracują. Najstarsza na przykład szyje buty, Robert w lesie robi, a tak to: piekarze, stolarze, sklepikarki. Każdy łapie się, czego może".

Kobieta opisuje premier Kopacz swoje mieszkanie i życie.

"Wszystkiego mamy 88 m kw., wychodziło tak trochę więcej niż pięć metrów na osobę. Z czego każdy z tych metrów znam na pamięć... Wchodzi się przez próg, po lewo jest kuchnia, którą udało nam się w końcu wyremontować. A to dzięki dzieciom, w czerwcu tego samego dnia mąż ma imieniny, a ja urodziny, dzieci powiedziały: kupimy wam kafelki. To dostałam kafelki na urodziny i ładnie kuchnia wygląda.

Mąż był drwalem, konserwatorem, wozakiem, pilarzem, remonciarzem. Przeszedł swoje, pracował całe życie i teraz dostaje emeryturę, na którą naprawdę zasłużył. Ale musimy z niej żyć razem, a to jest 1800 zł za jego 42 lata pracy, bo mimo że ja też całe życie pracowałam jak wół, to się okazuje, że nie pracowałam wcale. Gdyby jednak uznać, że moja praca to była praca, to też bym mogła dostawać emeryturę, bo w czerwcu skończyłam już 62 lata.

Ja to wierzę, że Pani się uda nam pomóc, Pani Premier Ewo. Skoro ma Pani taką moc, to może się udać.

Z tym Puszczykowem to tylko jeden problem - jakby nas Pani chciała odwiedzić, to będzie ciężko znaleźć. Z sześć kilometrów z najbliższej miejscowości trzeba iść przez las taką starą poniemiecką kostką. Najlepiej pytać w Strzelcach Krajeńskich o Grażynkę od dzieci".



Cały list do premier Ewy w czwartek w "Dużym Formacie", a na stronach gospodarczych przeczytasz o emeryturach specjalnych.