Polub nas na Facebooku



Założyciel dynastii Władysław Jagiełło, a właściwie Jogaila Algirdaitis, miał być tylko mężem swojej żony Jadwigi Andegaweńskiej, prowadzonym na sznurku przez możnowładców. Na sznurku prowadzić się nie pozwolił, przez 48 lat panowania (najdłuższego wśród polskich władców) udowodnił, że jest zręcznym politykiem i wodzem.

Małżeństwo nie było udane, choć Jagiełło nie okazał się pokrytym włosiem potworem, czego według Jana Długosza (1415-80) obawiała się Jadwiga. Ponoć wysłała nawet dworzanina, by przyjrzał się uważnie królowi w łaźni...

Swoje musiała zrobić różnica wieku i przepaść mentalna między wychuchaną i dobrze wychowaną królową a Jagiełłą, skrytym i zupełnie niewykształconym. Długosz, który Jagiełły nie lubił, powielał plotki, że zaraz po przebudzeniu szedł on do wychodka i spędzał tam parę godzin. Władysław nie przepadał za Krakowem, wiele podróżował - najczęściej na Litwę.



Jako król Polski sprawił tęgie lanie Krzyżakom w bitwie pod Grunwaldem (1410), a następnie stoczył długą walkę polityczną, by jego synowie (po śmierci Jadwigi żenił się aż trzykrotnie - z ostatnią żoną Zofią Holszańską zwaną Sonką miał dwóch synów: Władysława zwanego Warneńczykiem i Kazimierza Jagiellończyka) zasiedli na tronie.

Wrogowie kpili z "litewskiego barbarzyńcy", oskarżali go o pogaństwo, wytykali mu analfabetyzm. Życzliwi chwalili: "tarcza Kościoła", skromny, hojny dla innych, trzeźwy (bo miodu nie pijał) dyplomata i szczodry mecenas. Świadczą o nim dzieła: unia polsko-litewska, zwycięstwo pod Grunwaldem, odnowienie Akademii Krakowskiej.

Synowie Jagiełły stanęli do rywalizacji z Habsburgami, najpotężniejszym rodem ówczesnej Europy. Czterech wnuków nałożyło królewskie korony. Nie tylko Polska i Litwa, ale także Czechy oraz Węgry skłoniły się przed jego krewnymi. Jagiellońskie geny zasiliły większość panujących dzisiaj dynastii i Europa powinna uznać to za korzystny transfer.

Więcej o Jagiellonach, a także dodatek "Ale Historia" znajdziecie w poniedziałkowej "Wyborczej".



Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl