O finansowych przewagach samodzielnego planowania urlopu napisano wiele, także w "Pieniądzach Ekstra". Zasada jest jedna: trzeba być elastyczna i nie przywiązać mocno do danej lokalizacji lub terminu urlopu. A filozofia? Banalna - wystarczy znaleźć tani bilet, poszukać w wyszukiwarce taniego hotelu lub apartamentu i gotowe. Proste, prawda?

Ale wciąż jest wiele miejsc, gdzie bardziej opłaca się wybrać biuro podróży. Gdzie? Najprostsza odpowiedź - wszędzie, gdzie nie latają tanie linie.

Ta sama zasada działa w drugą stronę - wszędzie, gdzie dolecimy za 300-400 zł nie opłaca się korzystać z usług biura.

- Biura podróży oddają niektóre rynki, bo przeciętny polski turysta bez problemu znajdzie sposób, by dostać się tam za kilkaset złotych - tłumaczy Marcin Nowak z bloga Gdziewyjechac.pl.

Dzieje się tak, bo polski turysta kieruje się głównie ceną i szuka okazji. Choć akurat w wakacje bardziej ponosi nas fantazja - z danych GUS wynika, że w zeszłe lato statystyczny polski turysta wyjeżdżał za granicę na 10 dni i wydawał średnio 2998 zł, z czego prawie połowę przed podróżą - od 730 zł więcej niż przed sezonem.

Przy kalkulacji ekonomicznej kluczowa jest jeszcze zasada, że im dalej się wybieramy, tym mniej opłacalne jest korzystanie z biura podróży. - Przebicie w przypadku miejsc egzotycznych może wynieść nawet do 100 proc. Marża touroperatorów jest bardzo wysoka, bo działa efekt psychologiczny - turyści czują się swobodniej lecąc na własną rękę do Grecji niż do Wietnamu - mówi Kamil Lodziński z serwisu Fly4free.pl.

Gdzie jest taniej z biurem podróży? - czytaj w czwartek w "Pieniądzach Ekstra"

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl