Maciej Kamiński: Była taka mieścina, którą wybraliśmy palcem na mapie, spędziliśmy tam pięć dni, na koniec byliśmy gośćmi honorowymi miejskiej imprezy. Namawiali nas, żebyśmy tam zostali.

Michał Woroch: Tam było święto miasteczka, procesja ze świętą figurą, na drugi dzień kolacja, wszyscy przy jednym stole, przygotowali miejsca dla nas, położyli kartki z naszymi imionami.

Maciej: Taka scena: późna noc, wózek z winem zjeżdża już do baru, a my zostaliśmy z grupą Włochów i krzyczymy: "Nie! Dlaczegóż!". Mieliśmy małe butelki żubrówki na prezenty, wszystko wtedy rozdaliśmy i - sumując - Włosi pili z nami do rana żubrówkę.

Imprezowaliście?

Maciej: Gdy nas zapraszają, byśmy opowiedzieli o wyprawie, to mam problem, jak to ładnie ująć. Gdy planowaliśmy podróż i zbieraliśmy pieniądze, podkreślaliśmy, że "jedziemy pokazać innym niepełnosprawnym i pełnosprawnym, że wszystko na świecie jest możliwe", ale my o tym nie myśleliśmy podczas tego wyjazdu.

Michał: Mówiliśmy o tym.

Maciej: Sami sobie?

Michał: Przynajmniej ja to tak pamiętam.

Maciej: Ale dużo było trudu każdego dnia.

Michał: Ja się cieszę z tego trudu. Ktoś mówi: "Po co jechałeś, teraz opowiadasz, jak było ciężko". Ale to jest zysk. Po powrocie, gdy ktoś mówił, że np. nie da rady zaliczyć sesji, bo coś tam, to mi się śmiać chciało. Myślałem sobie: "Co ty gadasz".

Maciej: Albo gdy ktoś się skarży, że go kolano boli.

Michał: Gdy Maciek wygrał w pokera w Cannes, to pojechaliśmy do czterogwiazdkowego hotelu. A jak przegrywał, to na parkingu przed kasynem gotowaliśmy sobie kolację

A was boli? Kiedy podróżujecie...

Maciej: Ja jestem hipochondrykiem, więc boli mnie co drugi dzień.

Michał: A mnie bardziej boli wewnętrznie, ta niemożność, to jest takie: "Aaach".

Nie chcieliście zawrócić?

Maciej: Na początku. Zażartowałem, że może zostaniemy nad tym Balatonem, a potem wymyślimy opowieść, jak to było pięknie jechać wokół Europy.

Guma wam w aucie nie poszła?

Michał: Nie, ale dwa razy skończyło się paliwo, raz zakopał się samochód. I co robi dwóch ludzi na wózkach, gdy zakopie im się samochód?

Michał: Zjedliśmy śniadanie i czekaliśmy na pomoc.

Maciej: Pomogli nam policjanci, przystanęli sami.

O dwóch przyjaciołach na wózkach i ich wyprawach czytaj w czwartek w "Dużym Formacie""