Potwory w mrocznym, pełnym magii świecie, zombie grasujący po słonecznej metropolii, cywile usiłujący przetrwać w ogarniętym wojną mieście, śledztwo detektywistyczne w formie opowieści... Ostatnie miesiące były udane dla polskich twórców gier. Rodzime tytuły, dobrze przyjęte przez zagranicznych graczy, są światową wizytówką dla całej branży.

A ta w skali regionu, czyli Europy Środowo-Wschodniej i Rosji, jest coraz więcej warta. Firma analityczna Newzoo szacuje, że polska branża gier w zeszłym roku osiągnęła przychody ok. 280 mln dol. To daje jej drugie miejsce w całym regionie. Lepsza jest tylko Rosja z racji skali (1,14 mld dol.).W globalnym rankingu rodzima branża uplasowała się na 23. pozycji.

- Jesteśmy jednym z czołowych krajów produkujących gry komputerowe i wideo, co jest dość niesamowitym zjawiskiem.

- Żadne inne dobro kulturalne tworzone w Polsce nie może o sobie powiedzieć, iż ma realny wpływ na światową popkulturę - mówi Adrian Chmielarz z firmy The Astronauts, jeden ze znanych za granicą polskich twórców gier. Autorstwa jego firmy jest "Zaginięcie Ethana Cartera", której od września przez cztery miesiące sprzedano 150 tys. sztuk.

Liderem branży jest Techland z serią gier "Dead Island". - Łącznie trafiły do 10 mln graczy na świecie. Jeśli chodzi o Polskę, to rekord wszech czasów - mówi Maciej Żmuda-Adamski z Techlandu. W tych branżowych statystykach może zdrowo namieszać majowa premiera "Wiedźmina 3" (producentem jest CD Projekt) - najbardziej wyczekiwanej premiery roku na świecie. Poprzednie dwie części razem wzięte sprzedano nakładem ok. 8 mln egzemplarzy.

Dzięki czemu Polska stała się lokalną potęgą - czytaj jutro w "Wyborczej"

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl