Koronacja wypadła wspaniale. 2 grudnia 1804 r. o 10 rano błyszcząca złotem kareta wioząca parę cesarską wyruszyła z pałacu Tuileries do katedry Notre Dame, a paryżanie mogli podziwiać zaprzęg składający się z ośmiu śnieżnobiałych koni i koronę unoszoną przez cztery orły nad dachem powozu. Para też wyglądała świetnie: Napoleon w szatach nawiązujących do strojów imperatorów rzymskich, Józefina w długiej, białej sukni, z błyszczącym złotym diademem zdobionym diamentami i perłami we włosach, naszyjnikiem i kolczykami z szafirów oraz rubinowym pierścieniem na palcu - symbolem radości oraz, jak pisano, "doskonałą personifikacją elegancji i majestatu".

W Notre Dame Napoleon wziął z rąk papieża koronę i umieścił ją sobie na głowie, a potem ukoronował żonę. Oboje sądzili, że to zwieńczenie ich długiej drogi i ostateczny sukces. Mylili się.

Gra koronacyjna

Koronację poprzedziła dość dramatyczna próba sił pomiędzy małżonkami.

Józefina miała już 40 lat, żoną Napoleona była od ośmiu, a pierwszy konsul tak nią niegdyś zafascynowany, choć nieprzesadnie wierny, jako przyszły cesarz potrzebował męskiego potomka. Nie sądził, by urodziła mu go starzejąca się, o sześć lat starsza żona. Gdyby oddalił Józefinę i ożenił się z cudzoziemską księżniczką, wzmocniłby pozycję wśród koronowanych głów Europy, ale przede wszystkim mógłby liczyć na syna.

Miał z Józefiną tylko ślub cywilny, więc z kościelnego punktu widzenia - nieważny...

Jak twierdzi Brytyjka Kate Williams, autorka najnowszej biografii Józefiny, Bonaparte popełnił błąd, zwierzając się żonie ze swoich rozterek, ale był wobec niej lojalny, wiedział, że Francuzi ją lubią, i uważał, że przynosi mu szczęście. "Jak mogę oddalić tę wspaniałą kobietę tylko dlatego, że osiągnąłem wielkość?" - miał powiedzieć o Józefinie niedługo przed koronacją na cesarza Francuzów.

Wysłuchała męża z pozornym spokojem, a potem szybko ułożyła plan. Wieczorem 1 grudnia, w wieczór poprzedzający koronację, poprosiła o audiencję u papieża Piusa VII, przebywającego w Paryżu ze swoim dworem, i wyznała mu, jak bardzo się martwi o swoją duszę. Obawia się bowiem, że oboje z Napoleonem trafią do piekła, ponieważ żyją w grzechu. Wzruszony papież kazał poinformować Bonapartego, że nie może koronować grzesznika i nie zrobi tego, dopóki nie wezmą ślubu kościelnego. Wściekły Napoleon na przemian prosił i groził, ale papież nie ustępował, a Józefina trzymała się na uboczu - specjalnie poczekała do ostatniej chwili z wyznaniem grzechu, żeby małżonek nie zdążył zmusić papieża do ustępstw.

Ostatecznie ślub został zawarty w papieskim gabinecie, a udzielił go jeden z kardynałów ze świty Piusa VII. Napoleon był naburmuszony, Józefina - szczęśliwa.

Historię Józefiny i Napoleona czytaj w magazynie "Ale Historia", poniedziałkowym dodatku do "Gazety Wyborczej"