Kiedy dowiedziałem się o tym, co zrobili poetka Zuzanna i jej chłopak Kamil, moja pierwsza reakcja była taka: oberwie się poetom. Tym pięknoduchom wariatom. Nawet napisałem, że "Bardzo dużo dowiedzieliśmy się w tych dniach o naturze poetów. Na marginesie morderstwa, jakie popełniła młodziutka Zuzanna, autorka jednego tomiku, co i raz jakiś autorytet wypowiada sugestię, że artystyczny geniusz często ociera się o szaleństwo lub wiąże się z niebezpiecznym zaburzeniem. Pod koniec roku dostajemy więc uzupełnienie słownika synonimów. Obok haseł: ksiądz - pedofil, polityk - złodziej i nauczyciel - leń majaczy poeta - degenerat i świr".

Ale zaraz później przeraziłem się tym, czym naprawdę trzeba: ich czynem. Jak można z zimną krwią zamordować własnych rodziców?

A w następnej chwili pomyślałem: skąd w ogóle u nastolatków taka nienawiść do dorosłych. I natychmiast przypomniałem sobie kilkanaście, może kilkadziesiąt innych przykładów - z programów telewizyjnych, prasowych reportaży - na szczęście nie morderstw popełnionych przez dzieci, ale równie przejmujących: rodziców oddających dzieci pod opiekę obcych, bo sami nie dają rady.

Dlaczego nie dają rady? Bo nie wiedzą, jak przebić mur? Bo się boją? Trudno się nie bać, kiedy wiesz, że gdy się odezwiesz, usłyszysz: "spierdalaj".

Liczba tych przypadków, których apogeum jest morderstwo w Rakowiskach, i stopień bezradności rodziców oraz wychowawców wskazują, że mamy do czynienia ze zjawiskiem wołającym o zrozumienie.

Kogo o to zapytać? Kogoś mądrego? Znam wielu mądrych ludzi. Ale mądrość to za mało. Trzeba mieć jeszcze tę niezwykłą umiejętność oddzielania światła od ciemności. Tego, co konieczne, od tego, co urojone. A głębiej: źródeł lęku od źródeł odwagi.

Wiem: o naszym stosunku do dzieci i ich stosunku do nas porozmawiam z Ewą Woydyłło.

Jest kimś więcej niż psycholożką. Należy do kilku może osób, które każą stukać się w głowę i pytać samego siebie: "Dlaczego sam na to nie wpadłem? Dlaczego to wszystko wydawało mi się takie mętne i mgliste, skoro teraz jest takie jasne!". Jak nikt umie wskazać momenty zwrotne - te, które sprawiają, że nic już potem nie jest możliwe. I jak rzadko kto potrafi spojrzeć na ludzkie zachowania z jasnym rozumieniem, co mówią o człowieku pojedynczym, a co o społeczeństwie.

Co mi powiedziała? Dwa przykazania: pierwsze - nie zawstydzaj. Drugie - nie odpuszczaj.

Ach, jeszcze jedno: bardziej niż dziecko, któremu niczego nie wolno, krzywdzimy dziecko, któremu wolno wszystko.



Bardziej niż dziecko, któremu niczego nie wolno, krzywdzimy dziecko, któremu wolno wszystko - mówi psycholożka Ewa Woydyłło. Rozmowę czytaj w "Magazynie Świątecznym", w weekend w "Gazecie Wyborczej" Tylko dla prenumeratorów!