Suzanne Heintz ma idealną rodzinę. Jej mąż Chauncey to typ prawnika po Ivy League: wysoki, barczysty, o urodzie Kena. Córka Mary-Margaret ma dziesięć lat i jest tak grzeczna, że nigdy się nie odzywa. Obecnie leżą w kartonach w piwnicy jej domu.

Czyżby jeszcze jedna perfekcyjna pani domu nie wytrzymała presji i pewnego słonecznego poranka obudziła swoją rodzinę, trzymając nóż w ręce? Nic z tych rzeczy. Suzanne Heintz ma męża i córkę wyłącznie do zdjęć. Kupiła ich w sklepie z używanymi manekinami za niecałe 500 dol. i od 2000 r. fotografuje się w ich towarzystwie: razem ubierają choinkę, pieką ciasta i jeżdżą na wakacje. Są ze sobą dłużej niż niejedno małżeństwo.

Dlaczego dorosła kobieta postanawia przez 14 lat bawić się w dom? Impuls do powstania projektu "Life Once Removed" był pragmatyczny: Suzanne chciała, żeby ludzie dali jej wreszcie spokój. - Jestem po czterdziestce, nie wyszłam za mąż i nie urodziłam dziecka. Dla mojej rodziny i przyjaciół to była tragedia. Od kiedy skończyłam 30 lat, każde moje wyjście na randkę zamieniało się w zakłady bukmacherskie. Mężczyźni, z którymi się spotykałam, też nie mogli uwierzyć, że nie byłam jeszcze mężatką i nie mam dzieci z poprzednich związków. Wszyscy uważali, że jestem zbyt wybredna - opowiada Heintz.

Jej projekt trwa już 14 lat, ale Heintz nie czuje się w żaden sposób przywiązana do Chaunceya i Mary-Margaret. Żartuje, że swoją "rodzinę" traktuje przedmiotowo. Nawet imiona manekinom nadały jej przyjaciółki, bo ona nie widziała takiej konieczności. Zatem wszyscy, którzy wyobrażają sobie, że jej mieszkanie to duży domek dla lalek, będą rozczarowani - manekiny są tylko rekwizytami. Przez resztę czasu leżą w piwnicy, często przez wiele miesięcy. A ona chętnie od nich odpoczywa, bo przyznaje, że Heintzowie są idealni tylko na zdjęciach. Na co dzień praca z nimi to orka.

O co chodzi w projekcie Suzanne Heintz? Czytaj jutro w "Wysokich Obcasach"