Piotr Głowacki zagrał Mariana Zembalę, który asystował prof. Relidze przy pierwszym przeszczepie serca:

Jakie wrażenie zrobił na panu profesor Zembala?

- To było bardzo ciekawe spotkanie. Jest otwarty, robi kilka rzeczy naraz, ma mnóstwo obowiązków. Na samym początku sprawia wrażenie szalonego, niepoukładanego naukowca. Jednak kiedy się go pozna, okazuje się, że jest to człowiek bardzo skupiony i konsekwentny.

Kiedy pytałem współpracowników, jaki był kiedyś, mówili mi: "patrz na Michała [syna]". Patrzyłem więc na obu panów, oglądałem zdjęcia, dawne nagrania wideo i próbowałem wyczytać z nich esencję postaci, jej sposób reagowania na świat.

Sonia Bohosiewicz, zagrała żonę pacjenta, który ma przeszczep serca:

Kobiecie czekającej na uratowanie męża towarzyszą ogromne emocje.

- Nie do końca tak było. Jesteśmy prostymi ludźmi, którym przydarzyło się nieszczęście - poważna choroba. Mąż jest dobrym człowiekiem, kocha mnie. Jedyne, czego się obawiam, to że przeszczep może go zmienić. Jest we mnie strach, że jak dostanie nowe serce, to nie będzie już taki jak teraz. Może to brzmi niewiarygodnie, ale tylko ten lęk mi towarzyszył, o śmierci nawet nie myślałam, a przecież wiadomo, że to poważna operacja. Na dodatek pionierska.

Tomasz Kot, zagrał profesora Zbigniewa Religę:

W medycynie historia rodzi się najszybciej - to, co dziesięć lat temu było nowatorskie, dziś jest standardem. Odczuł pan to?

- Oczywiście, współczesny szpital bardzo się różni od tego z lat 80. W ten stary świat wprowadzała nas pani Anna Miller z Anina. Pracowała z prof. Religą, była instrumentariuszką. Aby sceny w filmie były autentyczne, uczyliśmy się archaicznych procedur, które teraz nie są już stosowane. Inny jest sprzęt, wyposażenie sali, inaczej nawet myje się ręce - do lamusa odeszły ciężkie szczotki do szorowania, są przecież doskonałe środki dezynfekujące.

To tło. Jest jeszcze praca chirurga. Gra zespołowa.

- Zespół operacyjny jest jak mały oddział GROM. Porozumiewają się w pół słowa, a czasami wystarczy im tylko spojrzenie. Jeździliśmy do szpitali i uczyliśmy się jak studenci medycyny. Stałem za drzwiami do sali operacyjnej i przyglądałem się pracy lekarzy. Podpatrywałem, jak się ruszają, jakie gesty wykonują. Uczyliśmy się, jak trzymać narzędzia chirurgiczne, szyć. Ćwiczyłem, przyszywając stare zastawki do fartucha. Wydawało mi się, że wszystko jest OK, no ale pani Anna obejrzała i stwierdziła, że za trzy lata będzie już całkiem dobrze. Zastawka nie została przyszyta.

Jan Englert, zagrał prof. Wacława Sitkowskiego, szefa Religi:

Już kiedyś grał pan lekarza.

- Tak, Doktora Judyma w połowie lat 70. Jednak to zupełnie inna postać niż profesor Sitkowski. Nie można nawet porównywać.

Przygotowywał się pan do roli?

- Znajomi kardiolodzy opowiadali mi o specyfice pracy, a także o osobowości, którą miałem zagrać. To nie jest dokument, więc moja postać nie jest wierną kopią profesora. Ale nie o to chodziło.

Byłem bardzo ciekawy efektu końcowego. Roli Tomka Kota. Myślę, że wiele osób, które pamiętają profesora Religę, z niecierpliwością czeka na film. Dla lekarzy to był mistrz. Jednak zmierzenie się z historią zawsze jest bardzo trudne.

Rozmowy ze wszystkimi aktorami, którzy grali w filmie "Bogowie", czytaj w środę w magazynie "Tylko Zdrowie", w "Gazecie Wyborczej"


Biografia Zbigniewa Religi już od 10 października 2014 roku w księgarniach oraz na Kulturalnysklep.pl i w formie e-booka na Publio.pl