Duże browary nie mają ostatnio w Polsce łatwego życia, choć piwo pijemy z zapałem - statystyczny Kowalski, wliczając niemowlęta i małe dzieci, spożywa go rocznie 97 litrów. To owszem ciągle mniej niż Austriacy, Niemcy i zwłaszcza Czesi, którzy na głowę konsumują 148 litrów, ale i tak znacznie więcej niż unijna średnia wynosząca marne 70 litrów.

A jednak duże browary się nie cieszą - sprzedaż Kompanii Piwowarskiej, której flagowymi produktami są Lech i Tyskie, spadła w ciągu ostatniego roku aż o 8 proc. Z kolei Grupa Żywiec w okresie od stycznia do czerwca sprzedała o 200 tys. hektolitrów piwa mniej niż rok wcześniej. To aż 40 mln półlitrowych butelek! Duzi gracze (razem z Carlsbergiem kontrolują w sumie ok. 90 proc. rynku) zwalają winę na niepewną sytuację w gospodarce, brak wielkich wydarzeń sportowych jak Euro 2012 i na pogodę: zimą było zbyt zimno, a latem zbyt ciepło. - Przy temperaturach przekraczających 30 stopni nawet najbardziej zagorzali piwosze wybierają wodę - przyznaje ze smutkiem Wojciech Mrugalski, kierownik ds. komunikacji w Kompanii Piwowarskiej.

Problemy dużych graczy zaskakują, bo po słabszym ubiegłym roku znów pijemy nieco więcej - według GUS wzrost spożycia wyniósł 0,7 proc. przy jednoczesnym spadku wartości o 0,5 proc. w skali roku. Dokąd poszli klienci? O tym za chwilę.

Duże browary, aby ratować sprzedaż, zaczęły stosować różne triki. W "Pieniądzach Ekstra" w czwartek przeczytacie jakie. Czytajcie w "Wyborczej".