Ból jest sygnałem, że dzieje się coś niedobrego, to nasz owczarek anonsujący zbliżające się zagrożenie, jednak w świecie reklam jest przedstawiany jako nasz wróg. Przez niego nie możemy iść na imprezę, randkę, ból złośliwie psuje nam szyki. "Nieważne, co boli. Jeśli to brzuch, no-spa pomoże". A co, jeśli to wyrostek? Albo ciąża pozamaciczna? Albo trzecie stadium raka jelita grubego? Nie pytać, nie pytać, łykać. Ciało nas męczy, osacza, coś ukrywa, knuje. Dlatego musimy je trzymać żelazną ręką z pomocą środków oferowanych przez speców od marketingu i farmakologii. Pocą nam się stopy? Zamiast je myć, należy smarować maścią. Posikujemy? Zamiast iść do lekarza, łyknijmy lek. Unikniemy stania w kolejkach w przychodniach.

Dlaczego tak lubimy leki?

Mimo to Polacy wolą leki - zajmujemy trzecie miejsce na świecie, po Amerykanach i Francuzach, w zażywaniu środków przeciwbólowych. Nie przeszkadza nam to, że chociaż na Zachodzie czterdziestka awansowała do miana "nowej trzydziestki", nas w reklamach przedstawia się wciąż tak samo jak w serialu "Czterdziestolatek" wyprodu-

kowanym, nomen omen, 40 lat temu. W tamtych czasach mówiło się, że jeśli czterdziestolatek się obudzi i nic go nie boli, to znaczy, że nie żyje. Aż się prosi o specyfik przeciwdziałający powielaniu durnych stereotypów i dosmaczenie reklam leków choćby jedną inteligentną myślą. Może zatrudnić do tego internautę o nicku "karwatpawel"? Zmontował on spot nieistniejącego leku na uspokojenie (jest na YouTubie). Jego młody bohater - chwilę po tym, gdy puściły mu nerwy - przenosi się do laboratorium naukowego i namawia: "Siadają ci nerwy? Weź QrwixProblem. QrwixProblem jest owocem ciężkiej pracy polskich naukowców. Zawiera różne pierdoły, niepotrzebne składniki oraz takie tam inne, naprawdę zbędne rzeczy. Jedna tabletka i po kłopocie".

Cały artykuł przeczytacie w magazynie "Wysokie Obcasy Extra"

Czytelniczka napisała do redakcji "Wysokich Obcasów Extra":

Rewelacja!!! Nie wiem, czy zacząć od zachwytu nad tekstem pani Grażyny Plebanek "Jesteśmy tacy szczęśliwi", czy nad tekstem prof. Zbigniewa Mikołejko "Świat według wielbicielek kotów i aniołków".

Nie wiem, bo jestem tak ucieszona, że ktoś publicznie ma odwagę (bo chyba wypada tak to określić) wyrazić krytyczną opinię o poziomie polskich reklam. Nie można pozwolić sobie na oglądanie telewizji np. podczas posiłku, bo robi się niedobrze od tych wszystkich schorzeń intymno-gastryczno-depresyjnych z kichaniem w tle. Pani Grażyna trafnie, niby-zabawnie i lekko, podsumowała to, co faktem jest już od dawna, a czego znieść praktycznie już nie można. Obawiam się tylko, że szczerość zawarta na łamach magazynu "Wysokie Obcasy Extra" i mój zachwyt niewiele zmienią w poziomie reklam... A szkoda. Zachwycona