Z Kentem Kiehlem, profesorem neuronauk z University of Mew Mexico i autorem właśnie wydanej głośnej książki "The Psychopath Whisperer" ("Zaklinacz Psychopatów") rozmawia Maja Gawrońska.

Dobrze pan sypia?

- Jasne! Od 20 lat zajmuję się naukowo psychopatami i tylko raz dostałem ochronę. Na samym początku, kiedy jako doktorant pracowałem w grupie profesora Roberta Hare, prekursora takich badań. Parę dni po mojej rozmowie z jednym z recydywistów strażnik usłyszał, że więzień szykuje na mnie zemstę. Podczas naszego wywiadu przyznał się do kilku morderstw i myślał, że zacząłem go sypać. Razem ze współlokatorem musieliśmy się ewakuować z mieszkania. Przez trzy dni policjanci nie odstępowali nas na krok. Oczywiście nikogo nie sypałem. Okazało się, że na więźnia kablowali jego współpracownicy. Strażnicy przekazali informację zainteresowanemu, a ja umówiłem się z nim na kolejną wizytę i udawałem, że nic się nie stało.

Pana badani przypominają Hannibala Lectera albo Dextera?

- Hollywood nie spisuje się najlepiej. Niektóre cechy uwypukla, ale inne, kluczowe dla diagnozy, w ogóle pomija. Kiedyś zgłosili się do mnie producenci z Los Angeles, ale po tym, jak powiedziałem im, co powinni pokazać, nigdy nie oddzwonili.

Zacznijmy więc od Dextera

- który zabija i twierdzi, że jest emocjonalnie ślepy i głuchy. Mimo to ma dobre relacje z siostrą, nie maltretuje dzieci, nie nadużywa narkotyków i alkoholu, pracuje i skończył studia. Psychopaci, w przeciwieństwie do Dextera, zazwyczaj nie są w stanie utrzymać żadnej normalnej znajomości, relacji ani pracy, bo przez brak jakichkolwiek hamulców i moralności szybko pakują się w kłopoty.

Hannibal Lecter?

- Też nie do końca spełnia kryteria diagnostyczne. Jest zbyt opanowany, zbyt dobrze planuje, nie ma kłopotów finansowych, co u prawdziwych psychopatów się nie zdarza. Mogę powiedzieć z całą pewnością, że żaden z nich nie jest prawdziwym psychopatą. To nie znaczy oczywiście, że nie są przeraźliwie źli. Z mojego doświadczenia wygląda to jednak tak, że ci wszyscy bohaterowie właściwie nie dorównują nawet przeciętnej wśród ludzi, których badam.

No więc jaki jest "przeciętny psychopata"?

- Do diagnozowania psychopatii używamy skali opracowanej przez Roberta Hare'a. Na skali jest 20 cech, które wyszkolony badacz może ocenić po kilkugodzinnej rozmowie z pacjentem. Oceniamy na przykład brak empatii, pasożytniczy styl życia, słabą kontrolę nad impulsami, patologiczne kłamanie, tendencje do szybkiego nudzenia się, brak odpowiedzialności, rozwiązłość seksualną i skłonność do łamania prawa. Zwykły człowiek zdobędzie około pięciu punktów. Maksimum to 40, ale rozważamy psychopatię u każdego, kto ma więcej niż 30.

Cały wywiad czytaj w piątek w "Gazecie Wyborczej"