Rok temu pasażerowie planujący wakacje na poważnie się zastanawiali, czy rezerwowanie biletu u polskiego narodowego przewoźnika ma sens. Stan finansów LOT-u był wówczas opłakany. Strata netto za rok 2012 wyniosła aż 400 mln zł, co wynikało m.in. z księgowej aktualizacji wyceny majątku. W mediach co jakiś czas można było przeczytać, że linii grozi bankructwo. Jednak firma w grudniu 2012 r. dostała 400 mln zł pomocy publicznej od rządu i obietnicę kolejnych 381 mln zł.

Dziś na twarzy prezesa LOT-u Sebastiana Mikosza maluje się duma, gdy mówi, że już nikt nie kwestionuje dalszego funkcjonowania LOT-u. W 2013 r. linia wypracowała zysk netto na poziomie 26 mln zł. Skąd taka finansowa wańka-wstańka? Prezesa Mikosza bardziej cieszy poprawa wyniku na działalności podstawowej, czyli na lataniu. W 2012 r. strata z tego tytułu sięgnęła 146 mln zł, w zeszłym roku - już tylko 4 mln zł. LOT neguje przy tym pojawiające się zarzuty niektórych ekspertów czy mediów o "kreatywną księgowość". I podaje, że poprawę wyniku zawdzięcza m.in. dreamlinerom (aż o 95 mln zł), które pozwoliły na zaoferowanie klientom prawdziwej klasy biznesowej, restrukturyzacji w firmie, np. mniejszym kosztom zatrudnienia, czy korzystnym cenom paliwa. A jako koronny dowód na poprawę kondycji firmy podaje, że według planu LOT miał dostać drugą część pomocy publicznej w sierpniu zeszłego roku, ale do tej pory bez niej się obywa.

Dobre wyniki finansowe są LOT-owi bardzo potrzebne

Dobre wyniki są dziś LOT-owi bardzo potrzebne, bo jego restrukturyzacji uważnie przygląda się Komisja Europejska. Bruksela w najbliższych miesiącach ma rozstrzygnąć, czy udzielenie pomocy publicznej dla LOT-u było zgodne z prawem.

- Nie dopuszczamy do siebie myśli, że Komisja Europejska może zakwestionować przyznanie nam pomocy publicznej. Tym bardziej że otrzymujemy coraz więcej pozytywnych sygnałów z Brukseli, która docenia naszą pracę i dostrzega jej wymierne efekty - mówi "Wyborczej" prezes Mikosz. Bruksela musi być pewna, że plan naprawczy dla LOT-u gwarantuje trwałą rentowność linii. - Nie jesteśmy jedyną linią w Europie, która jest w podobnej sytuacji. Gdyby KE nam odmówiła, to musiałaby odmówić również innym, np. Alitalii - dodaje.

Jeśli jednak Komisja uzna inaczej, LOT będzie musiał zwrócić pomoc publiczną, a to mogłoby oznaczać jego upadłość. LOT chciałby nie tylko, by KE wydała pozytywną decyzję, ale także, by zrobiła to jak najszybciej.

- Główną kwestią, nad którą musimy się zastanowić w tym roku, jest strategia rozwoju - mówi prezes Mikosz. - Te plany są mocno uzależnione od decyzji KE, bo to ona może nam powiedzieć, do jakiego momentu musimy się restrukturyzować. Od tego zależy, czy nasz plan uruchomienia nowych połączeń pod koniec października 2015 r. jest realny - dodaje.

W poniedziałek w "Gazecie Wyborczej" przeczytacie jeszcze: * Co z nowym połączeniami LOT-u? Jakie firma musi podjąć działania, aby zrekompensować otrzymaną pomoc publiczną? Jesienią zarząd LOT-u powinien przedstawić radzie nadzorczej plan rozwoju po 2015 roku. Co w nim będzie?

Zapraszamy do lektury!