Propozycja kardynała Dziwisza, żeby pochować Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, jest słuszna. Z wielu powodów. Po pierwsze, Lech Kaczyński był pierwszym prezydentem wolnej Polski, który zginął tragicznie w służbie ojczyzny. Po drugie, jego los dobrze pasuje do Wawelu. Tam są pochowani nie tylko królowie, tam leżą postacie tragiczne naszej historii. Ani Piłsudski, ani Sikorski, ani Norwid, którego serce jest na Wawelu, to nie są zwycięzcy. To są ludzie, którzy próbowali zrealizować jakiś mit, wizję, która nigdy do końca się nie ziściła. Lech Kaczyński próbował zbliżyć się do utopii Polski wolnej, a równocześnie solidarnej. To mu się nie udało, ale zostało zobowiązanie, które ktoś musi podjąć. Inny jego nieudany zamiar to wypracowanie konsensualnej Europy. Sama go krytykowałam, jak negocjował traktat lizboński, zbyt upierał się przy sposobie głosowania, ale teraz widać, że brakuje tej koncepcji konsensusu, na której tak mu zależało.

Kaczyński uprawiał politykę pod prąd demokracji medialnej. Próbował robić małe konkretne gesty, zabiegał o polską pisownię nazwisk na Litwie, pojechał z Saakaszwilim do strefy granicznej, żeby pokazać, że wciąż są tam rosyjskie wojska. I wreszcie to jego świetne przemówienie, niewygłoszone już, do Katynia. W jego końcówce jest takie silne otwarcie na Rosjan. Planował też być w Moskwie, na Dniu Zwycięstwa. Nie chciał zostawić tych kilkunastu weteranów z Polski samych, bez głowy państwa. Decyzja, żeby tam pojechać, jeszcze w towarzystwie Jaruzelskiego, nie była dla niego łatwa, ale ją podjął.

Kaczyński się zmienił w końcówce prezydentury. Zrozumiał, co to odpowiedzialność, i zrozumiał, jakie ograniczenia stawia władza, jak jest rozmyta.

Dobrze, że toczy się dyskusja o pochowaniu go na Wawelu, mam nadzieję, że to pomoże docenić tę jego przemianę. Ktoś może zapytać, co po nim zostanie. Nic, ale ważne jest, że próbował, choć nie podołał. A nie jak większość polityków, którzy ograniczają się do wygrywania wyborów.

Wawel nie należy do elit. Należy do ludu. Poza tym jest miejscem, gdzie jest obecna i Europa Środkowa, dzięki Jagiellonom, i Polska w Europie w osobie cudzoziemskich królów. Jest Katyń symbolizowany przez gen. Sikorskiego, który przecież może dlatego zginął, że chciał ujawnić tę tajemnicę światu. Na Wawelu leży Piłsudski, który z jednej strony wygrał wojnę z bolszewikami, ale z drugiej nie chciał przystąpić do kontrrewolucji w Rosji po stronie białych, bo był socjalistą.

Na Wawelu splatają się tragiczne polskie losy. Kaczyński pasuje do tego miejsca, podobnie jak Piłsudski z jego zamachem majowym, Sikorski z obozami internowania dla członków sanacji w Szkocji. To wszystko ludzie, którzy nie dorośli do swojej własnej, pięknej wizji. I w których losach widać dramat władzy.