Podoba mi się ten film. Mówię to od razu, bo wiem, że z trudem dotarł na ekrany. Oduczyliśmy się w Polsce od czytania takiego skupionego kina. Widz jak kot reaguje już tylko wtedy, kiedy mysz się porusza. Tymczasem Guziński działa na innych falach - nie wywala kawy na ławę, nie epatuje, nie miota się, nie klnie, ani nie sentymentalizuje. Ma temperament chłodnego minimalisty, jak Arvo Part, którego utwór fortepianowy, "Lustro w lustrze", posłużył za ilustrację muzyczną.
Pozostało 88% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.