W ''Rzeczpospolitej'' rozmowa z politologiem Wawrzyńcem Konarskim, który stawia tezę, że każdy wynik jest możliwy, czyli nie wiadomo kto wygra. Wszystko przez zbyt częste i bezsensowne sondaże.
"Jesteśmy we władaniu sondażokracji. To, co się dzisiaj dzieje na naszych oczach jest znaczącą formą manipulacji opinią publiczną. Tak częste publikowanie w kampanii, ale i wcześniej, często całkowicie rozbieżnych wyników sondaży powoduje, że to co miało w założeniu stać się informacją, staje się dezinformacją. Wpływającą silnie na nasze preferencje. Przy czym nie mamy pojęcia , bo nie możemy mieć, jaka jest metodologia tych badań. Te kwestie są przez pracownie skrzętnie ukrywane. W rezultacie ludzie, którzy zastanawiają się czy w ogóle pójść na wybory, a tych jest coraz więcej, stają się ofiarami dezinformacji. Sondaże stają się taką formą mierzenia opinii publicznej, która dostarcza obaw politykom i społeczeństwu. Ale nie dostarcza obu grupom czytelnej wiedzy o szansach poszczególnych ugrupowań. Narażając się sondażowniom, twierdzę, że tego typu badania na trzy miesiące przed wyborami powinny być zawieszone."
Ale generalnie Wawrzyniec Konarski stawia jednak na Platformę - wygra te wybory, choć "nie bezapelacyjnie".
Chyba podobnego zdania co do wyników wyborów (czyli PO i PiS prawie łeb w łeb) jest szef SLD Grzegorz Napieralski. I doszedł do wniosku, że bez Sojuszu nie uda się zbudować nowego rządu. Już przedstawił swoich kandydatów:
"Eurodeputowany Marek Siwiec odpowiadałby za politykę zagraniczną, za MON poseł Stanisław Wziątek, MEN posłowie Krystyna Łybacka lub Artur Ostrowski. Infrastrukturę Napieralski chce powierzyć Bogusławowi Liberadzkiemu, a resort finansów objąłby dobry ekspert. W tym kontekście Napieralski wymienił m.in. Marka Belkę, Grzegorza Kołodkę i Mirosława Gromnickiego" - informuje "Rz".
Tym tropem poszedł też "Fakt", który na pierwszej stronie donosi czytelnikom, co nas czeka po wyborach. A zdaniem redaktorów "Faktu",
czeka nas rząd z premierem Aleksandrem Kwaśniewskim. Powołuje się przy tym na... sondaże.
"Najnowsze sondaże przeprowadzone wśród zdecydowanych wyborców wcale nie dają pewnej wygranej Platformie. Jeśli wygra PiS to koalicję może utworzyć Platforma z SLD i PSL -em. Wtedy premierem nie będzie już Donald Tusk! Wiele wskazuje na to, że misję utworzenia nowego gabinetu dostanie Aleksander Kwaśniewski. On sam nie wyklucza takiej możliwości."
Aż chciałoby się spytać, dlaczego na pewno Tusk już nie będzie premierem i co to jest to "wiele", które wskazuje na Kwaśniewskiego. Niestety po dokładnej lekturze całego tekstu w "Fakcie" pewne jest tylko to, że Aleksander Kwaśniewski powiedział, że wieczorem 9 października zaczną się rozmowy. O premierowaniu ani słowa.
Zaniepokojona wynikami wyborów wydaje się "Gazeta Wyborcza", skoro na pierwszej stronie drukuje
coś w rodzaju apelu redaktora naczelnego mającego zachęcić nas do udziału w wyborach. "Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Udział w wyborach to przygotowanie sobie posłania na cztery lata. To my zdecydowaliśmy, że Polską rządziła koalicja braci Kaczyńskich, Leppera i Giertycha wspierana przez Radio Maryja. I to my jej władzę odebraliśmy. Głosowanie to obywatelski obowiązek, rezygnując z niego pozbawiamy się prawa do stanowienia o losach własnych i naszych najbliższych'"- pisze Adam Michnik w tekście "Wybierz sobie Adama" (nie proponuje siebie, tylko nawiązuje do anegdotki z czasów PRL).
A Mirosław Czech na drugiej stronie "GW" zastanawia się, co zrobią młodzi wyborcy
wabieni mocno przez PSL, PiS i SLD, a którzy w poprzednich wyborach zapewnili zwycięstwo Platformie.
"Wzbiera fala młodego pokolenia. Podobnie jak cztery lata temu. Wówczas na jej antypisowski grzbiet wskoczył Tusk i wyniosła go do władzy. Dziś PO ustawiła się obok niej, jakby chciała wierzyć, że wciąż płynie jedynie dla niej. Że wystarczy wspomnienie roku 2007, by wszystko było jak dawniej i że młodych do PO uda się przyciągnąć straszeniem PiS. Nie uda się. Na partyjnych wyścigach o młodych najbardziej korzysta gorzelniany potentat z Biłgoraja. Chyba, że przebudzi się Tusk".
Jednym słowem nikt nic nie wie, ale wszyscy się boją. A im bliżej wyborów tym ciemniejszy jest obraz powyborczej Polski.