Niemal nikt na wyspie nie dziwił się wynikom sondażu. Kiedy mówi się o Malcie i Europie, w powszechnej wyobraźni automatycznie pojawia się stos pieniędzy, dobrze schowanych na kontach podejrzanych spółek i oczekujących na europejski glejt, który otrzymają po przejściu przez tę śródziemnomorską wyspę. Przed oczami od razu staje cała zgraja aferzystów kupujących fałszywe paszporty i biznesmenów w kolejkach do miejscowych notariuszy. Ale ten kawałek ziemi wyrastający pośrodku Morza Śródziemnego wywołuje też inne skojarzenie, mocno zakorzenione w europejskiej świadomości. Pierwszym słowem, które dla wielu Europejczyków przychodzi na myśl w związku z Maltą, jest „piękno”.

Powszechne przekonanie, że Malta jest wyspą takich czy innych transakcji finansowych, w istocie nie bierze się z niczego. Najnowsze dane potwierdzają, że maltańska gospodarka jest jedną z najdynamiczniej rozwijających się w Unii: odnotowała ponad 5,2 proc. wzrostu, podczas gdy włoska 0,2, a niemiecka 1,1 proc. Z drugiej strony w ostatnich dziesięciu latach pozbawiła państwa europejskie ok. 8,2 mld euro.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej