OKOLICE JEZIORA FRENCH MEADOWS RESERVOIR, KALIFORNIA. Spalone połacie lasu po ostatnim niszczycielskim pożarze są niemym wezwaniem do zmian, które ograniczyłyby podobne zdarzenia w przyszłości. Po kilkudziesięciu latach przepychanek niektórzy ekolodzy i przedstawiciele przemysłu drzewnego doszli do podobnych wniosków: uratować lasy może tylko ich przerzedzanie, czyli wycinka.

Ostatnie pożary w Północnej Kalifornii – przede wszystkim Camp Fire, który pochłonął obszar ok. 57,5 tys. ha w hrabstwie Butte – spaliły domostwa położone na obrzeżach lasów. Camp Fire okazał się najbardziej śmiercionośnym i niszczycielskim pożarem w historii stanu – co najmniej 71 osób nie żyje, setki uważanych jest za zaginionych, a ponad 9,8 tys. domów uległo zniszczeniu. Rozprzestrzenianiu się Camp Fire i pożaru Woolsey Fire, który objął obszar 40 ha w Południowej Kalifornii, sprzyjały silne wiatry i niespotykana susza, przez co większość stanu stała się łatwopalna.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej