Z prawie 90-letnim, Jürgenem Habermasem* rozmawia Borja Hermoso, maj 2018

W położonym nad jeziorem mieście Starnberg, kilkadziesiąt kilometrów od Monachium, wśród równych rzędów alpejskich domków stoi biały budynek o wielkich oknach – połączenie modernizmu spod znaku Bauhausu z zagorzałym bawarskim konserwatyzmem. Niewielka plakietka na niebieskich drzwiach informuje, że mieszka tu urodzony w Düsseldorfie myśliciel Jürgen Habermas, któremu ogromny dorobek zapewnił miejsce w gronie najważniejszych filozofów świata.

Drzwi prowadzące do małego przedpokoju otwiera historyczka Ute Wesselhöft, z którą jest żonaty od ponad 60 lat. Woła męża: – Jürgen! Ten Hiszpan przyjechał! Mieszkają w tym domu od czasu, gdy w 1971 r. Habermas został współdyrektorem Instytutu Nauk Społecznych Maxa Plancka.

Habermas, uczeń i asystent Theodora Adorno, wybitny przedstawiciel tzw. drugiego pokolenia szkoły frankfurckiej i profesor filozofii na uniwersytecie Goethego we Frankfurcie nad Menem, wychodzi z pełnego papierów i książek pokoju, z którego okien widać las. To urządzone w bieli i brązie pomieszczenie, które nazywa swoim studiem, zdobi niewielka kolekcja sztuki współczesnej, m.in. obrazy Hansa Hartunga, Seana Scully’ego i Güntera Fruhtrunka oraz rzeźby Jorgego Oteizy i Joana Miró – tę ostatnią otrzymał w 2003 r., odbierając Nagrodę Księcia Asturii w dziedzinie nauk społecznych. Na półkach – Goethe i Hölderlin, Schiller i von Kleist, rzędy dzieł Engelsa, Marksa, Joyce’a, Brocha, Walsera, Hermanna Hessego i Güntera Grassa.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej