„Salvator Mundi” przedstawia Chrystusa z atrybutami zbawiciela świata. Kiedyś należał do brytyjskich królów, ostatnio do rosyjskiego oligarchy, a w zeszłym roku został sprzedany na aukcji w Christie’s w Nowym Jorku za rekordową kwotę 450,3 mln dol.

Ale do tej pory niewiele wiadomo było o blisko 50-letnim okresie, który obraz przeleżał w zapomnieniu w USA. Teraz już wiemy, jak się tam znalazł i co się z nim działo.

Przez dziesięciolecia w jego posiadaniu była niczego nieświadoma rodzina z Luizjany, zanim w 2005 r. za mniej niż 10 tys. dol. odkupiło go na aukcji w Nowym Orleanie dwóch kolekcjonerów specjalizujących się w dziełach dawnych mistrzów. Od tego czasu nowi nabywcy Robert Simon i Alexander Parrish skutecznie lobbowali w świecie sztuki na rzecz uznania go za jeden z nielicznych zachowanych olejnych obrazów renesansowego geniusza.

Na podstawie zdjęć, katalogów aukcyjnych, a nawet nekrologów i innych dokumentów „WSJ” odtworzyło jego losy w Luizjanie, wypełniając w ten sposób białą plamę w historii najdroższego obrazu świata.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej