Podczas gdy Stany Zjednoczone toczą z Chinami wojnę handlową, inne kraje przypatrują się konfliktowi z boku i mają nadzieję na jego szybkie zażegnanie. Obawiają się szkód, które przewlekły spór może wyrządzić światowej gospodarce. I choć niektóre państwa zyskają na cłach, większość woli stabilizację niż krótkoterminowe zyski.

Różne kraje, od Meksyku po państwa Azji Południowo-Wschodniej, chcą ściągnąć do siebie chińskich eksporterów, których produkty zostały objęte amerykańskimi cłami. Na obustronnych cłach na samochody zyskaliby japońscy producenci. Z kolei rolnicy z Brazylii i Kanady mogliby zwiększyć eksport soi do Chin, które potrzebują paszy do wykarmienia ogromnych stad świń.

– Jeśli Wietnam kwitnie dzięki odpływowi inwestycji z Chin, dlaczego my nie możemy? – pytał retorycznie na początku stycznia wiceprezydent Indonezji Jusuf Kalla.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej