Historia dzieje się poza Ziemią. Kilka dni temu chiński łazik wylądował na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca. Chiny dokonały tej sztuki jako pierwszy kraj na świecie. Wcześniej, w listopadzie, lądownik NASA InSight bezpiecznie osiadł na powierzchni Marsa. W grudniu prezydent Trump nakazał Pentagonowi utworzenie nowego Dowództwa Sił Kosmicznych.

A w tym miesiącu SpaceX, kosmiczna spółka Elona Muska, ma wystrzelić do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej statek załogowy Dragon. To pierwsza taka misja, jeszcze bez załogi na pokładzie, która jest owocem programu komercyjnych lotów załogowych NASA. Dzięki temu już wkrótce NASA znowu będzie mogła wysyłać astronautów na orbitę bez konieczności wynajmowania rosyjskich rakiet startujących z kazachskiego Bajkonuru.

Jim Bridenstine, który od kwietnia 2018 administruje NASA, zamierza prywatnym firmom pozostawić loty na niską orbitę wokółziemską (tj. do 2 tys. km nad powierzchnią Ziemi). Natomiast dla NASA wyznaczył inny cel – eksplorację dalej położonej przestrzeni pozaziemskiej, w czym na razie prywatne firmy nie widzą większego interesu. Oto, co powiedział nam o planach NASA.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej