Gdy Donald Trump wygrał wybory, w dużej mierze za sprawą swojej agresywnej, nacjonalistycznej retoryki, wielu ekspertów wieszczyło koniec światowego systemu handlu, który Stany Zjednoczone budowały z sojusznikami przez ostatnie 70 lat.

Stało się jednak nieco inaczej: Trump podzielił dotychczasowy system na dwa odrębne. Pierwszy obejmuje USA wraz z ich tradycyjnymi, demokratycznymi partnerami handlowymi i jest podobny do systemu obowiązującego od lat 80. Opiera się na wolnym handlu z niewielkimi ograniczeniami oraz cłami, na wzór tych, które wdrożył niegdyś Ronald Reagan.

Drugi system to owoc coraz ostrzejszej rywalizacji między USA a Chinami, w której pobrzmiewają echa zimnej wojny. USA dążą do ograniczenia chińskiej integracji z globalnym systemem w takich sektorach jak handel, inwestycje czy technologie. Ta integracja postępuje od 2001 r., kiedy to Chiny dołączyły do Światowej Organizacji Handlu (WTO).

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej