W Nadrenii Północnej-Westfalii od dłuższego czasu trwa spór, który rozgorzał na nowo w listopadzie. Sytuacja przypomina trochę tę z lat 80. Po jednej stronie obrońcy środowiska, którzy protestują przeciwko karczowaniu lasu Hambach pod kopalnię węgla brunatnego; po drugiej zaś zwolennicy węgla, którzy z obawy przed utratą miejsc pracy wychodzą na ulice. Spierają się o to, który moment na rezygnację z węgla jest najlepszy i jak miałoby to przebiegać.

Jedno jest już jasne: węgiel jest przestarzałym źródłem energii, najbardziej szkodliwym dla klimatu. Jego koniec został już dawno przesądzony. Jednak obie strony mają podstawy, by się martwić, ponieważ wciąż jest niejasne, jak miałoby wyglądać odchodzenie od tego surowca.

Wydobycie i spalanie węgla są przyczyną nie tylko problemów klimatycznych. Z powodu podziemnych sztolni węgla kamiennego coraz bardziej zapada się ziemia, co prowadzi do uszkodzenia ulic i pękania ścian budynków. Przy wydobywaniu węgla brunatnego wykopuje się wielkie dziury w powierzchni ziemi, niszczy lasy i pola, a czasami przesiedla całe wsie. Dodatkowo przy spalaniu uwalniane są szkodliwe substancje, takie jak drobny pył, ołów czy rtęć. Przede wszystkim powstaje jednak dwutlenek węgla.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej