Pekin chce odejść od modelu wykorzystującego wielkie inwestycje infrastrukturalne do napędzania gospodarki – czyli zrezygnować z modelu wzrostu, którego efektem w wielu chińskich miastach są niezamieszkane wieżowce i pustawe autostrady.

Od dziesięcioleci Chiny wspierały rozwój gospodarczy, pompując miliardy dolarów w drogi, fabryki, linie kolejowe itp. i dokładając przy tym starań, by ochronić gospodarkę przed globalnym kryzysem finansowym minionej dekady.

Strumień inwestycyjny skurczył się, gdy dług poszybował w górę, a rozkwitające projekty okazywały się coraz częściej przeskalowane i zbędne.

– Decydenci zrozumieli, że dawny model jest nie do utrzymania – uważa Lian Ping, główny ekonomista Bank of Communications Co. – W tej sprawie osiągnięto konsensus, już zapadają decyzje zgodne z nowo przyjętą wizją.

Na niedawnym posiedzeniu rady państwa premier Li Keqiang ogłosił, że inwestycje to „dawna droga” i że nowe budowy trzeba ograniczyć do niezbędnego minimum. Zamiast tego władze dokonały serii cięć podatkowych, by stymulować wzrost, a bank centralny zrezygnował z obniżenia referencyjnych stóp procentowych, obniżając jednocześnie stopy rezerw obowiązkowych banków, by zapewnić kredytowanie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej