Czasami lepiej być mniej widocznym, a nawet obniżać własną wartość, by znaleźć się poza zasięgiem wzroku. Satya Nadella jest mistrzem tej strategii. 50-letni szef Microsoftu, który urodził się i wychował w Indiach, jest skromny i spokojny. Od czterech lat kieruje koncernem z Redmond w stanie Waszyngton.

Gdyby postawić Nadellę obok jego poprzednika Stevena Ballmera, mało kto zauważyłby jego obecność, bo tak bardzo się od siebie różnią. Ballmer występował przed programistami na scenie w przepoconej koszuli, tupiąc i wrzeszcząc.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej