Dr Zachary Lippman, biolog z laboratorium Cold Spring Harbor, stoi pośród swoich eksperymentalnych roślin uprawnych, w tym kilku zmodyfikowanych za pomocą technologii edycji genów o nazwie CRISPR/Cas9. Metoda ta jest uznawana za jeden z najambitniejszych sposobów nauki na poprawę tego, co stworzyła natura.

Lippman zrywa pomidora i pyta: – Ale czy ludzie to kupią?

To pytanie zadaje sobie dziś cały przemysł spożywczy, który musi zabiegać o przychylność opinii publicznej.

Zwolennicy metody edycji genów twierdzą, że może ona tak zmienić rolnictwo, by wyżywiło stale rosnącą populację ludzi. Z drugiej strony rolnicy prowadzący gospodarstwa ekologiczne oraz przedsiębiorstwa produkujące żywność naturalną twierdzą, że CRISPR/Cas9 może stanowić zagrożenie dla naszego zdrowia i trwale zmienić środowisko naturalne.

Rośnie popularność żywności niemodyfikowanej

Przemysł rolny chce uniknąć powtórki z zaciekłych i kosztownych bitew wciąż toczonych o genetycznie zmodyfikowane uprawy (GMO) dostępne na rynku. Konflikt wcale nie maleje, mimo że Światowa Organizacja Zdrowia uznała je za bezpieczne. Firmy produkujące nasiona (np. kukurydzę i soję) i inne płody rolne wydały miliony dolarów na kampanie promujące korzyści płynące z takich upraw, jednocześnie walcząc z wymogami dotyczącymi specjalnego etykietowania żywności GMO, a nawet propozycjami całkowitego zablokowania takich upraw.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej