Dr Zachary Lippman, biolog z laboratorium Cold Spring Harbor, stoi pośród swoich eksperymentalnych roślin uprawnych, w tym kilku zmodyfikowanych za pomocą technologii edycji genów o nazwie CRISPR/Cas9. Metoda ta jest uznawana za jeden z najambitniejszych sposobów nauki na poprawę tego, co stworzyła natura.

Lippman zrywa pomidora i pyta: – Ale czy ludzie to kupią?

To pytanie zadaje sobie dziś cały przemysł spożywczy, który musi zabiegać o przychylność opinii publicznej.

Zwolennicy metody edycji genów twierdzą, że może ona tak zmienić rolnictwo, by wyżywiło stale rosnącą populację ludzi. Z drugiej strony rolnicy prowadzący gospodarstwa ekologiczne oraz przedsiębiorstwa produkujące żywność naturalną twierdzą, że CRISPR/Cas9 może stanowić zagrożenie dla naszego zdrowia i trwale zmienić środowisko naturalne.

Rośnie popularność żywności niemodyfikowanej

Przemysł rolny chce uniknąć powtórki z zaciekłych i kosztownych bitew wciąż toczonych o genetycznie zmodyfikowane uprawy (GMO) dostępne na rynku. Konflikt wcale nie maleje, mimo że Światowa Organizacja Zdrowia uznała je za bezpieczne. Firmy produkujące nasiona (np. kukurydzę i soję) i inne płody rolne wydały miliony dolarów na kampanie promujące korzyści płynące z takich upraw, jednocześnie walcząc z wymogami dotyczącymi specjalnego etykietowania żywności GMO, a nawet propozycjami całkowitego zablokowania takich upraw.

Uprawy modyfikowane stały się wszechobecne w USA, obejmują dziś ponad 90 proc. pól kukurydzy i soi, ale jednocześnie wzrosła nieufność konsumentów do GMO. Badanie przeprowadzone przez Pew Research Center w 2016 r. wykazało, że prawie 40 proc. dorosłych Amerykanów uważa, iż żywność wyprodukowana z roślin GMO jest mniej zdrowa niż konwencjonalna.

Mimo że nie ma na to żadnych dowodów.

Według danych Non-GMO Project, organizacji non-profit z Waszyngtonu, wartość sprzedaży produktów bez GMO wzrosła z 349 mln dol. w 2010 r. do 25,5 mld dol. w roku ubiegłym. Non-GMO Project promuje i certyfikuje żywność produkowaną bez genetycznie modyfikowanych upraw, a nową metodę edycji genów nazywa wprost GMO 2.0.

Czym nowa modyfikacja genów różni się od dotychczasowej

Jednak według branży rolniczej w USA nowe metody, jak CRISPR/Cas9, różnią się zasadniczo od technik biotechnologicznych zapoczątkowanych w latach 80. przez takie firmy jak Monsanto.

Starsza technologia na ogół polegała na dodawaniu genów pochodzących od obcych gatunków, w tym bakterii czy wirusów, ale też od innych roślin. Wstawianie takich genów do materiału genetycznego rośliny uprawnej np. umożliwia jej przetrwanie oprysków z herbicydów lub odstrasza szkodniki.

Nowe technologie edycji genów pozwalają naukowcom osiągnąć podobne efekty, ale przez zmiany we własnym DNA roślin, bez wprowadzania genów innych gatunków.

Dzięki CRISPR/Cas9 można zaprogramować genetyczną „lokalizację celu”. Mówiąc prościej, można określić miejsca w DNA rośliny, gdzie białko Cas9 precyzyjnie przetnie nić materiału genetycznego.

CRISPR/Cas9 nazywana jest metodą molekularnych nożyczek. Dzięki niej np. bakterie chronią się przed specyficznym atakiem wirusów – bakteriofagów. Materiał genetyczny wirusa po wniknięciu do wnętrza bakterii jest cięty za pomocą białka – enzymu Cas9 – na fragmenty i wbudowywany we własny genom. Badania z ostatnich lat przeprowadzone przez uczonych z czołowych ośrodków, m.in. Harvardu i MIT, pokazały, że system CRISPR/Cas9 może zostać z powodzeniem wykorzystany do cięcia i modyfikacji również ludzkiego genomu. Kluczowy jest tu enzym Cas9 – to właśnie on wycina wadliwy fragment DNA. Potem można wstawić tam np. gen, który nie jest uszkodzony.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej