Działania, które wydawały się dokładnie przemyślaną strategią obalenia prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, były tak naprawdę grą va banque prowadzoną przez niewielką grupę przywódców opozycji działających na podstawie planu sporządzonego na chybcika. Był on prawdziwie rewolucyjny – w odniesieniu do słynących z podziałów sił opozycyjnych, które bez końca debatowały, czy negocjować z Maduro, czy podjąć bardziej zdecydowane kroki.

Gdy Juan Guaidó 23 stycznia ogłosił siebie tymczasowym prezydentem Wenezueli, przemawiając w piekącym słońcu przed tłumem 100 tys. osób, niektórzy przywódcy opozycji nie mieli pojęcia, co robić – twierdzą współpracownicy Guaidó i innych czołowych przywódców.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej