Kilkanaście dni temu Benny Gantz oficjalnie ogłosił, że będzie się ubiegał o stanowisko premiera, oraz ujawnił program swojej zawiązanej w grudniu partii Hosen L’Yisrael (co można przełożyć jako Izrael Niezłomny). Oświadczył, że nie przynależy „ani do lewicy, ani do prawicy”, i zaapelował o zdecydowaną reakcję wojska na zewnętrzne zagrożenia Izraela. Zobowiązał się także do negocjacji pokojowych z Palestyńczykami, nawet jeśli szanse na szybkie porozumienie wydają się niewielkie.

Gantz w swoim przemówieniu kładł nacisk na „zwiększenie wysiłków” w celu sprostania różnym problemom społecznym nękającym kraj – wymienił wśród nich coraz większą polaryzację społeczeństwa, rosnące koszty życia, pogarszającą się opiekę zdrowotną, transport i edukację.

– Jeśli się okaże, że w żaden sposób nie da się osiągnąć pokoju, spróbujemy stworzyć nową rzeczywistość. Nawet jeśli nie uda się porozumieć z naszymi sąsiadami, będziemy ciężko pracować, by osiągnąć pokój w sobie – mówił tajemniczo.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej