39-letni Raphaël Glucksmann przejął rolę zaangażowanego intelektualisty po swoim ojcu, zmarłym w 2015 r. filozofie André Glucks-mannie. Jego zdaniem protesty „żółtych kamizelek” to nie czysto francuskie zjawisko, bo klasa średnia jest wściekła wszędzie. Dla zwykłych obywateli macronizm okazał się błyszczącym, ale pustym w środku opakowaniem.

W swojej najnowszej książce, „Les Enfants du vide” (Dzieci pustki), Glucksmann analizuje porażkę lewicy w całej Europie. Na początku listopada 2018 r. założył ruch Place Publique mający zjednoczyć podzieloną francuską lewicę i odświeżyć politykę w ramach ekologiczno-społecznej organizacji, w której każdy ma równe prawo głosu.

Martina Meister: Co się dzieje teraz we Francji?

Raphaël Glucksmann: Gdyby sytuacja nie była tak dramatyczna, powiedziałbym, że Emmanuel Macron chciał uchodzić za połączenie Ludwika XIV, Napoleona, de Gaulle’a i Mitterranda, ale teraz niestety znajduje się raczej w sytuacji Ludwika XVI, którego naród chce skrócić o głowę. Zachowanie Macrona było nieodpowiedzialne, dlatego to on ponosi pełną odpowiedzialność za to, co się teraz dzieje w kraju.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej