Pod koniec ubiegłego roku nowojorski restaurator Joey Allaham odwiedził synagogę Park East w Nowym Jorku, by złożyć prawnikowi Alanowi Dershowitzowi ofertę.

– Przyjedź do Dauhy, stolicy Kataru – powiedział. – Emir zaprasza.

Dershowitz nie znał wcześniej Allahama i początkowo odmówił, jednak ostatecznie dał się przekonać. Nie wiedział, że znalazł się na liście 250 osób, które według Allahama i jego partnera w biznesie, lobbysty Nicka Muzina, mają wpływ na otoczenie prezydenta Donalda Trumpa.

Lista była elementem nowej kampanii lobbingowej Kataru. Ten niewielki kraj podjął ją, gdy jego sąsiedzi z Zatoki Perskiej nałożyli na niego blokadę i uzyskali poparcie Trumpa. Katar chciał przywrócić dobre stosunki z USA. Plan był prosty: pozyskując ludzi, którzy mają wpływ na Trumpa, pozyskamy prezydenta.

Wkrótce po wprowadzeniu blokady Allaham zaoferował swoje usługi katarskim urzędnikom.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej