http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wieś nie surfuje w szkole, bo pędzi na autobus

Aleksandra Szyłło
2011-11-29, ostatnia aktualizacja 2011-11-29 17:11

Uczestnicy konferencji ''Szkoła z klasą 2.0'', 22 listopada 2011 r. w Warszawie
Uczestnicy konferencji ''Szkoła z klasą 2.0'', 22 listopada 2011 r. w Warszawie
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Dzieci garną się do technologii, bo żyją w świecie, gdzie każdy ma konto na Facebooku i wysyła maile. Czy szkoła może tego nie zauważać?

Zbigniew Solak, Robert Kolebuk i Danuta Chwastek - koordynatorzy na konferencji ''Szkoła z klasą 2.0''
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Zbigniew Solak, Robert Kolebuk i Danuta Chwastek - koordynatorzy na konferencji...
Agata Wilam z Fundacji Uniwersytet Dzieci
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Agata Wilam z Fundacji Uniwersytet Dzieci
Marcin Garwacki z Polskiego Towarzystwa Informatycznego
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Marcin Garwacki z Polskiego Towarzystwa Informatycznego
Maria Adamiec z Fundacji Orange
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Maria Adamiec z Fundacji Orange
- A może powinniśmy dać dzieciakom spokój, nie zabierać im dzieciństwa, obarczając całą tą technologią? - pytała Agata Wilam z fundacji Uniwersytet Dzieci. - Powiem tak: może i dzieciaki mogłyby mieć spokojne dzieciństwo, gdyby nie ich pęd do poznania świata, który widzą wokół. Dzieci garną się do technologii, bo żyją w świecie, gdzie bliscy mają konto na Facebooku i wysyłają maile.

Wysokie loty WWW

Nam, rodzicom, gdy widzimy dziecko przed ekranem, odruchowo wyrywa się: "Dość tych głupot, zajmij się czymś pożytecznym". Zakładamy, że komputer to dla dziecka krwawe gry czy bezmyślne przesyłanie kolegom głupkowatych klipów na YouTube. Tymczasem w sieci można też, za darmo, znaleźć nagrania najlepszych spektakli teatralnych, archiwalne słuchowiska radiowe, morze literatury czy atrakcyjnie podane utwory muzyki klasycznej. Od nas zależy, czy pokażemy dzieciom do nich drogę.

www.nina.gov.pl to portal, gdzie każdy uczeń i nauczyciel mogą np. posłuchać, jak Czesław Miłosz czyta swoje wiersze, obejrzeć spektakl Warlikowskiego, awangardowe przedstawienie solistki tańca współczesnego czy posłuchać tradycyjnych pieśni z różnych części świata. - Tylko od kreatywności nauczyciela zależy, jak uszyje lekcję, wykorzystując nasze zasoby - mówi Karolina Czerwińska z Narodowego Instytutu Audiowizualnego NInA. Od nas wszystko mają za darmo.

Na podobnej zasadzie ma już wkrótce działać www.muzykotekaszkolna.pl, gdzie można będzie nie tylko wysłuchać wybitnego nagrania, np. symfonii Beethovena; ale też zobaczyć, na jakich instrumentach muzycy wykonują ten utwór; jak taki instrument działa; zrozumieć, jak się symfonię zapisuje nutowo i grając w grę, poznać podstawowe zasady komponowania.

www.wolnelektury.pl to wielka baza literatury (- Żadnych bryków! - zapewnia Katarzyna Sawko promująca portal), gdzie możemy łatwo wyszukać np. wiersze Kochanowskiego, w których jest mowa o miłości. Ale można też ściągnąć na odtwarzacz MP3 audiobooka, gdzie Jan Peszek czyta "Księgę dżungli". A potem iść pomagać ojcu w polu, słuchając jednocześnie superksiążki. Bo to jest jedna z głównych zalet sieci: tani i łatwy dostęp do kultury i wiedzy, niezależnie czy mieszkasz w wiosce nad jeziorem, czy w centrum Warszawy.

Czy zatem jest różowo? Nie, nie jest. Ponad 150 osób - dyrektorów, szkolnych koordynatorów, ekspertów i specjalistów - spotkało się 23 listopada na konferencji "Szkoła z klasą 2.0 - jak to zrobić?" i dyskutowało o problemach, jak mądrze wykorzystywać w nowoczesnej edukacji nowe technologie.

Sprzęt i technologie kosztują, ale przynoszą efekty

Skąd dyrektorzy szkół na ten cały nowoczesny sprzęt wyczarowują pieniądze?

- Budżet się skleja - mówi Katarzyna Lech, dyrektorka Gimnazjum w Żmigrodzie. - Wyposażenie sali informatycznej w naszej szkole mamy z funduszu unijnego, inne sprzęty od burmistrza.

- Najpierw jest budżetowy plan marzeń, a potem z części projektów zostają tylko marzenia - komentuje Małgorzata Bawolska, dyrektorka SP nr 6 w Inowrocławiu. - Większość pieniędzy daje gmina, ale zdarzają się też sponsorzy: firmy czy osoby prywatne. Wykorzystuję wszystkie moje znajomości, żeby coś dla szkoły załatwić.

- Szkoły powinny się umawiać i organizować przetarg na sprzęt np. dla całej gminy. Wtedy można kupić o wiele taniej - postuluje Małgorzata Marszałek, dyrektor SP nr 7 w Legionowie. - Są też koledzy, którzy mają dobre doświadczenia z leasingiem. Biorą sprzęt w leasing i to im się opłaca, mają serwis i płatność rozłożoną na raty. Moim zdaniem jednak najważniejsze to optymalnie wykorzystywać ten sprzęt, który w szkole już jest.

Gimnazjum w Żmigrodzie może pochwalić się osiągnięciami we wprowadzaniu do szkoły TIK, czyli technologii informacyjno-komunikacyjnych. Robert Kolebuk, nauczyciel j. niemieckiego, przygotowuje np. z uczniami scenki po niemiecku, które następnie filmują i odtwarzają w pracowni komputerowej. Gimnazjaliści występują też przed kamerą z monologiem o sobie, ale muszą go improwizować, nie wkuwają tekstu na pamięć.

- To ich oswaja ze stresem, jaki na początku w każdym z nas wywołuje kamera - mówi nauczyciel. - Poza tym uczą się w sytuacji stresowej składać zdania po niemiecku. To im dobrze robi, w życiu też przecież będą trochę spięci, jak pierwszy raz będą chcieli pogadać z jakimś Niemcem.

Zeszyty do niemieckiego też są online. - E-zeszyt to świetne rozwiązanie - mówi Kolebuk - uczniowie mają pewność, że każde wypracowanie i każde ćwiczenie, które napiszą, na pewno przeczytam. Z tradycyjnymi zeszytami to przecież w ogóle niemożliwe. Tradycyjnie sprawdzało się wyrywkowo pracę dwóch-trzech uczniów. Teraz w każdej wolnej chwili odpalam laptopa i wszystko widzę, czego oni tam dokonali.

Dyrektor Gimnazjum im. Macieja Rataja w Żmigrodzie Katarzynie Lech marzy się, aby za rok, najdalej dwa, każdy uczeń miał swoje wirtualne portfolio. - To będzie jak karta zdrowia dziecka, która towarzyszy mu przez cały proces edukacji. Będą tam załączane jego najciekawsze prace, wpisywane osiągnięcia. Dorobek, z którym dziecko idzie do następnej klasy i szkoły. Uczeń będzie tam też określał swoje zainteresowania i mam nadzieję, że na tej podstawie uczniowie z różnych klas czy nawet roczników będą mogli tworzyć wspólne koła zainteresowań. Teraz często nawet nie wiedzą, że w szkole jest jeszcze ktoś, kto ma takie same pasje, hobby - dodaje.

Z kolei szkoła w Kutnie ma m.in. e-dziennik. To rozwiązanie pozwala nauczycielowi, rodzicowi i uczniowi w każdej chwili sprawdzić oceny z całego roku, uwagi, listę obecności. E-dzienniki ma w Polsce tylko kilka procent szkół. Program dostępny jest obecnie za darmo, oferują go firmy, które, jak przyznają, "chcą zdobyć rynek". Za rok-dwa za pewne funkcje trzeba będzie płacić. Niektóre szkoły zorganizowały specjalną lekcję dla rodziców, żeby potrafili korzystać z e-dziennika. A uczeń? Nie wlecze się już zgarbiony do domu, dumając, jak tu powiedzieć, że dostał dwóję z klasówki. Stary się zaloguje i sam zobaczy. Jeśli będzie umiał.

Z czym borykają się w praktyce szkoły 2.0 dyrektorzy i nauczyciele

Czy dzieci mają internet w domu?
Robert Kolebuk, wicedyrektor Gimnazjum im. Macieja Rataja w Żmigrodzie

Podstawowa wada całego naszego pomysły na cyfryzację szkoły jest taka, że nie potrafimy zapewnić wystarczającego dostępu do sieci tym, którzy najbardziej tego potrzebują, czyli dzieciom ze wsi. Problem jest prosty: ponad połowa naszych uczniów dojeżdża do szkoły z okolicznych wsi. Są dowożone busem opłacanym przez gminę. Bus zabiera dzieciaki po szóstej lekcji i kropka. Nie mogą zostać popracować na komputerze, bo potem nie będą miały, jak wrócić do domu. I to są właśnie te dzieci, którym szkolny komputer jest najbardziej potrzebny, bo w ich popegeerowskich wsiach nie ma ani dużo sprzętu, ani osób, które potrafią mądrze go obsługiwać.

Te dojazdy powodują też coraz mocniejsze podziały w klasie: miastowe dzieci zostają razem na zajęcia pozalekcyjne i przygotowują projekty w ramach pracy domowej. Dobierają się między sobą w grupy, bo tak im wygodnie.

Dzieci ze wsi jadą do domu i prace odrabiają oddzielnie. A jak jest z internetem w domu? Tego my, nauczyciele, do końca nie wiemy. Ze statystyk wynika, że większość dzieci internet w domu ma. Ale czy sprzęt działa? Czy łącze jest wystarczająco szybkie, żeby efektywnie pracować? Czy starsze rodzeństwo dopuści do klawiatury - tu pewności żadnej nie mamy. To są najpoważniejsze problemy.

Buźki w wypracowaniu mi nie przeszkadzają
Danuta Chwastek, polonistka z SP nr 6 w Inowrocławiu

Moi uczniowie masowo piszą blogi. Naukę tam traktują jak zabawę i same się do niej garną, i to jest ta podstawowa różnica. Pamiętam uczennicę, która opisała swoje uczucia po spektaklu teatralnym tuż po wejściu do domu, późno w nocy. To było wzruszające. Uczę teraz piątą klasę i każdy uczeń pisze bloga. Tam umieszczają m.in. wypracowania na zadany przeze mnie temat, komentują na bieżąco wydarzenia z życia szkoły.

To prawda, że są różne blogi, często język pozostawia wiele do życzenia, bo posługują się gwarą i trudnymi do rozszyfrowania skrótami. Ale uczę moje dzieci, aby wypowiadały się pełnymi zdaniami. A wszechobecne buźki? Nie przeszkadzają mi. Najważniejsze, że uczniowie chcą się wypowiadać, dzielą się tym, co czują.

Rzecz, która mnie ostatnio mocno zastanowiła, to fakt, że na Zachodzie młodzi odchodzą już od blogów. U nas to nowość, a u nich już passé. Podobno uważają, że to za wolny sposób komunikacji. Twitter jest szybszy, krótszy, efektywniejszy. Nie idę z duchem czasu dla siebie czy szkoły, ale dla nich, uczniów.

Nauczyciel musi się odnajdywać w świecie,
Danuta Blus, dyrektor SP nr 9 w Kutnie

Jedną z głównych bolączek jest opór przed nowymi technologiami ze strony części nauczycieli. Zwłaszcza starsi stażem potrafią zaprzeć się nogami i rękami. To jest problem, ponieważ to są często najlepsi nauczyciele, z osobowością, doświadczeniem pedagogicznym, wybitnymi osiągnięciami w pracy. Nie można ich zastąpić pierwszym lepszym młodym pracownikiem tylko dlatego, że on jest za pan brat z internetem. Ale też nauczyciele słyszą ode mnie wyraźnie, że nie ma wyjścia. Nauczyciel ma być przewodnikiem dziecka po świecie, który nas otacza, więc on sam musi umieć się w nim odnajdywać.

Nie chodzi o to, żeby przed ekranem spędzać dużo czasu, ale żebyśmy dali dzieciom poczucie, że my wiemy, że sieć istnieje, i wiemy, jak z niej mądrze korzystać. Przecież każda nauczycielka ma w domu pralkę czy zmywarkę do naczyń. To jak możemy udawać przed uczniami, że nowoczesna technologia nie istnieje?

Tablice dla dzieci, nie dla sukcesu szkoły,
Małgorzata Marszałek, dyrektor SP nr 7 w Legionowie

Furorę wśród maluchów robią tablice interaktywne, bo bawią się, rozwiązując zadania i zagadki. U mnie nauczycielki uczą się jedna od drugiej obsługi tych tablic. Jest wielki zapał. Zajęcia z tablicami prowadzą polonistki, następne w kolejce są lektorki angielskiego. Choć był kryzys. Nauczyciele wycofali się z projektu z tablicami po początkowym ciepłym przyjęciu. Na szczęście szybko wytłumaczyliśmy sobie nieporozumienie. Oni się przestraszyli, bo myśleli, że jak dostaną tablice, to będę wymagała jakichś spektakularnych akcji i sukcesów, że te biedne siedmiolatki będą teraz musiały ciągnąć na wysokim C cały czas. Otóż nie! To wszystko jest dla dzieci. Dla dobra małych dzieci, nie dla naszych wybitnych osiągnięć szkoły. Powiedzieliśmy to sobie głośno, atmosfera się naprawiła i tablice świetnie działają.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1