http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nadal B5 zamiast 2.0

Konrad Budek, student dziennikarstwa UW
2010-05-24, ostatnia aktualizacja 2010-05-24 15:04

Przy okazji akcji "Szkoła2.0" słowa "komputer" i "internet" zostały odmienione przez wszystkie przypadki. W każdym tekście budowana jest wizja uczniów z laptopami, projektorów multimedialnych w salach oraz nowej, dostosowanej do czasów internetu formuły nauczania.

Według tych tekstów uczniowie nie wyobrażają sobie życia bez sieci, z której nie wychodzą, a komputer jest wręcz naturalnym przedłużeniem ich ciała. Jednocześnie wraz z ogromnym uzależnieniem od sieci idzie analfabetyzm technologiczny. Dlatego w szkole2.0 przedmiot informatyka powinien zostać całkowicie przedefiniowany.

Sam szkołę skończyłem niedawno i ciągle pamiętam zapach kurzu w szkolnej pracowni informatycznej. Jako uczeń mogłem posiąść wiedzę, jak ustawić wielkość nagłówka w Wordzie, zsumować dwie kolumny w arkuszu kalkulacyjnym i zmienić tło w prezentacji PowerPoint. Ci, którzy mieli w domu komputer, rozprawiali się z całym programem lekcji przez pierwsze dziesięć minut, a przez resztę czasu mogli grać poprzez sieć.

W tej formule informatyka jest przedmiotem całkowicie bezużytecznym, traktowana jest jako sposób na podwyższenie średniej i pretekst, by posiedzieć przed komputerem, co w szkole2.0 już nie powinno być atrakcją samą w sobie.

Zamiast nauki używania konkretnego programu uczniowie powinni otrzymywać solidne podstawy obsługi komputera od strony sprzętowej oraz umiejętność poruszania się w sieci, czego wbrew pozorom wiele osób nie umie. Zwłaszcza że internet to nie tylko Wikipedia i Nasza-klasa.

Informatyka w szkole2.0 powinna uczyć, jak sobie radzić z komputerem na co dzień. Jak go zabezpieczyć przed wirusami niskim kosztem lub za darmo, jakich ofert w internecie i stron unikać oraz jakich informacji o sobie nigdy nie podawać. Po ukończeniu gimnazjum każdy powinien umieć zbudować w domu niewielką sieć z jednym routerem, zreinstalować system na swoim komputerze, zabezpieczyć go przed wirusami i przeglądać sieć bezpiecznie. Niezależnie od tego, czy jest przyszłym informatykiem, zapalonym graczem, czy też komputer służy mu do pisania tekstów i obsługi Facebooka.

Polska jest obecnie siódmym na świecie producentem spamu. Niezabezpieczone komputery polskich użytkowników zasypują świat niepotrzebnymi mailami, spowalniając ruch w sieci, a serwery z naszą pocztą dodawane są do czarnych list, przez co wysłanie maila do kolegi ze Stanów może być coraz trudniejsze. To tylko jeden z przykładów na technologiczny analfabetyzm polskiego społeczeństwa, a przecież nie można za to winić wyłącznie ludzi starszych. Komputerami w domu najczęściej opiekuje się młodzież.

Brakuje praktycznej wiedzy na temat zabezpieczeń przed wirusami komputerowymi oraz tego, czym te wirusy w zasadzie są. Dane osobowe wielu użytkowników są bez problemu dostępne w sieci wraz ze zdjęciami, co otwiera pole do gigantycznych manipulacji. Może chodzić zarówno o cyberstalking (prześladowanie przez internet) opisywany ostatnio w "Gazecie", jak i o poważne kradzieże tożsamości i oszustwa internetowe na ogromną skalę. Sieci komputerów zombi (kontrolowane przez przestępców) stanowią obecnie motor cyberprzestępstw, są wykorzystywane także w dystrybucji dziecięcej pornografii.

(...) Innym polskim problemem, który by mogły - choć w części - rozwiązać lekcje informatyki, jest piractwo komputerowe. Nielegalne kopie Windows, pakietu MsOffice czy programu Photoshop są używane nie dlatego, że są niezbędne, ale dlatego, że nikt nie wskazał użytkownikom alternatywy. Tymczasem istnieją równie skuteczne darmowe zamienniki większości programów, po które wielu ludzi nie sięga, bo po prostu o nich nie wiedzą. Domorosły fotograf może robić korektę zdjęć za pomocą programu Gimp, nie musi do tego stosować profesjonalnego Photoshopa, który w wersji podstawowej kosztuje kilka tysięcy złotych. Do pisania świetnie nadaje się bezpłatny pakiet OpenOffice.org. Osoba, której komputer służy jako przeglądarka internetowa z edytorem tekstu, nie potrzebuje nawet systemu Windows - jej potrzeby spokojnie zaspokoi darmowy Linuks.

Informatyka powinna dawać uczniom ogólne spojrzenie na technologie informacyjne i solidną bazę, by z nich korzystać, a nie zawieszoną w próżni umiejętność korzystania z konkretnych programów biurowych.

Pamiętam jedno ze swoich zadań domowych z fizyki, gdzie trzeba było wykonać serię obliczeń według wzoru. Nauczyciela interesował wynik obliczeń, nie sposób, w jaki go osiągniemy. Nie zabronił korzystać z arkusza kalkulacyjnego. Cała klasa jednak - moje "pokolenie internetu" - liczyła przez wiele godzin ręcznie. Użyli ołówka, czyli B5, a nie 2.0.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1