Dzwonek na przerwę. Zosia z III f wyciąga komórkę i wchodzi na Facebooka. Po chwili rozmawia z kolegą. O czym? - O niczym - śmieje się. Marta, też komórką, płaci za ptasie pióra, które kupiła na Allegro. - Są kolorowe, można z nich robić świetną biżuterię - mówi.
Michał też ma w ręku telefon. Sprawdza, jakie koncerty będą w klubie Dekompresja. Chce iść na Kult i Vavamuffin. A Marysia wysyła do znajomych SMS-y. - Przez internet nie muszę płacić - tłumaczy.
"Trójka" to jedno z lepszych łódzkich liceów. Wi-Fi, czyli strefę bezprzewodowego internetu, ma od roku.
- To pomysł uczniów - mówi dyrektorka Maria Włodarczyk. Sama uczy niemieckiego, a jej zastępczyni - polskiego. Dlatego sprawy wzięli w swoje ręce rodzice, lepiej obeznani z techniką. Podpowiedzieli, którą ofertę wybrać, jaki sprzęt kupić.
Uczniowie chcieli Wi-Fi w całej szkole, dyrekcja zgodziła się tylko na parter. - Baliśmy się ściągania na klasówkach - mówi Włodarczyk. Dlatego największy tłok na przerwach w III LO jest właśnie na parterze.
Wąski hol z pianinem i olbrzymim portretem Piłsudskiego zamienia się wtedy w kafejkę internetową. - Przychodzę tu do bufetu, ale stojąc w kolejce, przeglądam pocztę - chwali pomysł dziewczyna w zielonym golfie. Michał schodzi na parter specjalnie dla internetu. - Lubię śledzić najważniejsze wydarzenia. Dzięki Wi-Fi wiedziałem, co dzieje się pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu godzina po godzinie.
Większość w sieci się bawi - wchodzi na YouTube, Naszą Klasę i Demotywatory. Szuka śmiesznych zdjęć czy filmów, które potem rozsyła znajomym.
A nauka? Prace domowe? - Wi-Fi też się przydaje - słyszę.
Zosia: - Gdy zadają nam prezentacje. Przed lekcją na laptopie można jeszcze coś dodać, poprawić.
Michał: - Albo poczytać Wikipedię.
- Ostatnio sprawdzałem, gdzie w Polsce są złoża węgla kamiennego. Mieliśmy przygotować notatkę na geografię. Zrobiłem ją tuż przed lekcją dzięki Wi-Fi. Dostałem plusa! - opowiada Mateusz z II f.
W poprzednich szkołach takich rzeczy nie mieli.
- Internet był w bibliotece i pracowni komputerowej, ale tylko na informatyce. Po lekcjach prosiło się nauczyciela, żeby wszedł ze mną do sali i czuwał, czy nie niszczę sprzętu - wspomina gimnazjum Marysia.
Marta: - W dodatku można było wchodzić tylko na strony naukowe.
- A u mnie samorząd szkolny wałkował temat Wi-Fi, ale dyrekcja była przeciw. Mówiła, że to za drogie - żałuje Michał.
"Trójka" zapłaciła dwa tysiące z hakiem. Pieniądze dali rodzice, a Wi-Fi - wbrew obostrzeniom dyrekcji - sięga też do kilku pracowni na pierwszym piętrze. - Szkoda, że nie obejmuje całego budynku. Po co tłoczyć się na parterze? No i lekcje byłyby ciekawsze z wykorzystaniem internetu - przekonują uczniowie.
Dyrekcja jest jednak ostrożna. - Internet urozmaica geografię, chemię, ale polski czy angielski może się bez niego obejść - mówi wicedyrektor Agata Bartoszewska. - Oczywiście można puścić z YouTube'a słynny film o panu kaleczącym angielski i zrobić lekcje o błędach. Uczniowie się ubawią, ale niewiele się nauczą.
Chodzi też o pieniądze. - Klasy musiałyby mieć laptopy, rzutniki i ekrany. Komplet kosztuje cztery tysiące - wylicza Włodarczyk. - W ciągu całego roku udaje nam się zebrać na jeden laptop i rzutnik.