http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Belfer z "You Can Dance"

Rozmawiała Aleksandra Lewińska
2010-05-21, ostatnia aktualizacja 2010-05-21 10:02

Cyfrowe podręczniki, zasoby sieci - to wszystko jest dla szkoły. Ale samo to szkoły nie zmieni.

Aleksandra Lewińska: Tworzy pan szkołę przyszłości. Dzisiejsza nie nadąża za rzeczywistością?

Witold Kołodziejczyk*: Szkoła przygotowuje do świata, którego już nie ma. Bazuje na dydaktyce, sposobach opisywania rzeczywistości rodem z XIX wieku. Wtedy rytm lekcji i przerw miał przygotować do funkcjonowania w fabryce, bo takie było życie na zewnątrz. Ale już nie jest. Nasz świat oparty jest na nowoczesnych technologiach i modelach biznesowych.

Co to oznacza dla szkoły?

- Nie chodzi o samo wprowadzenie multimediów do nauczania. Zainstalowanie w klasie tablicy interaktywnej niewiele przecież w edukacji zmienia. Jeśli nadal korzysta z niej głównie nauczyciel, a młodzież siedzi naprzeciwko, jest, jak było. Uczeń pozostaje tylko obserwatorem. Taka tablica powinna być oddana w jego ręce: niech na niej prezentuje wyniki swoich badań, poszukiwań, za jej pomocą opowiada o własnych pasjach. Cyfrowe podręczniki, netbooki, urządzenia mobilne, zasoby sieci - to wszystko jest dla szkoły. Ale to szkoły nie zmieni. Technologia jest tylko tłem do zmian. Powinna być przezroczysta. A rola szkoły polega na tym, by uczniów wyposażyć nie tyle w wiedzę, ile w konkretne kompetencje ułatwiające życie we współczesnym świecie: umiejętność rozwiązywania problemów, wyszukiwania informacji, rozumienia statystyk, zarządzania informacją, przetwarzania pomysłów. Żeby uczeń, wychodząc ze szkoły, wiedział, jak wychwycić informacje wartościowe spośród spamu.

Jak tego uczyć?

- Na pewno nie metodą wykładów prowadzonych co 45 minut przez inną osobę na inny temat. Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest nauka przez działanie, przez realizację projektów.

Na przykład?

- Uczeń musi nauczyć się, dajmy na to, jakiegoś działu matematyki i chemii po to, by pod koniec miesiąca móc samemu zinterpretować wyniki badania krwi. To sprawi, że będzie miał poczucie, że uczy się nie po to, by wiedzę wykorzystać na egzaminie maturalnym czy gimnazjalnym, ale w konkretnym celu. Że nauka ma sens i przyda się w życiu. W mojej szkole w systemie klasowym będą odbywać się tylko lekcje języków obcych. Pozostałe - w systemie projektów.

Polskiego czy historii trudno tak uczyć.

- Dlaczego? Przecież uczniowie mogą rysować kreskówkę na podstawie Sienkiewicza czy rozpisać scenariusz gry edukacyjnej na bazie "Trylogii". Jeśli każemy nastolatkowi scharakteryzować bohatera romantycznego - nie łudźmy się. Skopiuje albo przepisze to z internetu. Lepiej kazać mu wyszukać trzy postawy romantyczne i je skomentować, uzasadnić, czym się różnią, a może udowodnić, że pomimo różnic wiele je łączy. Uczeń najpewniej i tak skopiuje ze stron WWW charakterystyki bohaterów, ale jego wkładem twórczym będzie komentarz.

Kim w nowym systemie nauczania ma być nauczyciel?

- Nie tym, kim miał być w XIX-wiecznym modelu edukacji. Wówczas miał pełnić funkcję "chodzącej encyklopedii". Dziś nie ma szans na taką pozycję. Nauczyciel przestał już być atrakcyjnym źródłem wiedzy.

Choć bardzo chciałby

- A to bardzo ryzykowne podejście, bo jak konkurować z portalami tematycznymi, eksperckimi, telewizją satelitarną... Dziś wiedza nie musi być już w nas. Jest zawsze i wszędzie dostępna za pomocą jednego kliknięcia. Wygrywa ten, kto umie do niej dotrzeć i ją wykorzystać. Trudno dziś wytłumaczyć sens uczenia pamięciowego. Liczy się umiejętność analizowania, syntezy. I tego nauczyciel ma nauczyć. Ma być moderatorem, wsparciem dla ucznia, którego zmotywuje do poszukiwania rozwiązania wtedy, gdy cel wydaje się zbyt trudny do osiągnięcia. Uczeń od nauczyciela oczekuje tylko, by ten wskazał mu cel poszukiwań i podpowiedział metody. A potem ocenił wyniki i wysiłek włożony w pracę. Jak juror w "You Can Dance".

Ryzykowne porównanie.

- Dlaczego? Wielu chciałoby, żeby to, co mówią, było dla ucznia równie ważne jak to, co powiedział ostatnio np. Kuba Wojewódzki. A młodzi czekają na ocenę. Sami zgłaszają się do telewizyjnych programów i pozwalają, by trzyosobowe jury, które wcale nie zna się lepiej niż oni na tym, co robią, oceniało ich pracę i zaangażowanie. Są gotowi nawet na druzgocącą krytykę.

* Witold Kołodziejczyk - autor koncepcji Collegium Futurum Zespołu Szkół Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Słupsku, nowoczesnej szkoły (gimnazjum i liceum), która startuje we wrześniu; redaktor naczelny czasopisma "Edukacja i Dialog"; członek zarządu fundacji Rodzice Szkole. Jest autorem programu pierwszego w Polsce liceum online. Napisał książkę "Gra o szkołę. W poszukiwaniu zasad zarządzania w nowych czasach".

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1