Szkoła Podstawowa nr 81 w Łodzi pięć lat temu dostała dziesięć komputerów z rządowego programu "Pracownie komputerowe dla szkół" (dzięki temu programowi komputery ma dzisiaj 90 proc. szkół w Polsce).
- Dziesięć pecetów, rzutnik, drukarka i skaner. Ależ byliśmy szczęśliwi - wspomina matematyk Krzysztof Kruszyński. Euforia mu przeszła, gdy skończyła się dwuletnia gwarancja na sprzęt. - Komputery zaczęły się psuć. Wtedy się okazało, że o naprawach, a nawet zwykłej konserwacji nikt w programie nie pomyślał - mówi Kruszyński. Komputery naprawia sam: wymienia zasilacze, kable, dokupuje pamięć. Na giełdzie, bo taniej. A płacą rodzice.
Niestety, prócz części zestarzało się również oprogramowanie - Windows i pakiet Office. Szkoła może tylko pomarzyć o Photoshopie, bo najtańszy kosztuje 3 tys. zł.
- Mogłoby być tak: na przyrodzie uczniowie idą do lasu i robią zdjęcia, a na informatyce je obrabiają. Ale tak nie jest - komentuje krótko dyrektorka Bożena Będzińska-Wosik.
Gimnazjum nr 43 - jedno z najlepszych w Łodzi - dostało od państwa w tym samym programie aż dwie pracownie informatyczne. Obie są już mocno przerzedzone - trzy zepsute komputery zalegają na podłodze w pracowni. Z tego "parku maszynowego" uczniowie się śmieją. Na czynne jeszcze komputery mówią: badziewie, zabytki. Kuba z IIIe nie chce ich nawet porównywać z trzema, które ma w domu.
- To zupełnie różne generacje - mówi. - System, w którym pracują te szkolne, jest zaściankowy. Podobnie przeglądarka, która wielu stron nie jest w stanie otworzyć. Komputery się często zawieszają, najnowszych programów np. do rysowania nie da się na nich nawet zamontować.
A miały być laptopy dla wszystkich
Maj 2008 r. premier Donald Tusk zapowiada "informatyczną rewolucję w naszych szkołach". W orędziu na półrocze rządu mówi: "Moją największą ambicją jest, aby polskie dzieci miały takie same szanse rozwoju jak dzieci w najlepiej rozwiniętych krajach Europy. Jednak we współczesnym świecie nawet najlepszy polski uczeń przegra rywalizację ze swoim kolegą z Zachodu, jeśli komputer i internet nie będą dla niego środowiskiem naturalnym".
Jeszcze w tym samym miesiącu premier powołuje specjalnym zarządzeniem Zespół ds. Opracowania Programu "Komputer dla ucznia". Zespół ma wymyślić, jak doprowadzić do tego, aby każdy uczeń w Polsce miał dostęp do komputera, a każda szkoła dostęp do szerokopasmowego internetu. W skład Zespołu weszli przedstawiciele resortów edukacji, finansów, infrastruktury, rozwoju regionalnego oraz spraw wewnętrznych i administracji. Na jego czele stanął szef kancelarii premiera Tomasz Arabski.
Wkrótce potem, pod koniec maja 2008 r., Arabski opowiada "Gazecie", co planuje:
• każdy gimnazjalista w Polsce dostanie laptop od użytku w szkole i w domu; zabierze go ze sobą do liceum;
• od września 2009 r. nowe laptopy dostanie do użytku pilotażowo kilkadziesiąt szkół w kraju, w 2010 r. każda szkoła;
• laptopy sfinansuje rząd przy pomocy samorządów, a w części może także rodziców;
• nauczyciele przedmiotów innych niż informatyka zostaną przeszkoleni z obsługi komputera i możliwości wykorzystania go w szkole.
Zespół Arabskiego nie decydował, czyją własnością będzie laptop - ucznia czy szkoły - jaki to będzie sprzęt i co zrobić w sytuacjach typu kradzież albo zguba. Według pierwszych rządowych szacunków realizacja programu mogłaby kosztować rocznie ok. 500 mln zł.
Za większość punktów w tym programie miało odpowiadać Ministerstwo Edukacji Narodowej.
Nauczyciele? Przeszkoleni!
Co z tego wyszło? Nauczycielskie szkolenia ruszyły błyskawicznie - już w listopadzie i grudniu 2008 r. zostało przeszkolonych 32 tys. osób kosztem 16 mln złotych. Dwu- lub trzydniowe. Chętnych było tak wielu, że np. firma organizująca kursy w Mazowszu zamieściła na swojej stronie informację: "...ze względu na ograniczoną liczbę nauczycieli do przeszkolenia oraz bardzo dużą liczbę szkół, które zgłosiły się do projektu, nie jest możliwe objęcie szkoleniami wszystkich. Nauczyciele, którzy zgłosili się do programu, a nie zostali przyjęci w tym roku, w przypadku kontynuacji projektu będą przeszkoleni w pierwszej kolejności".
Celem kursu było: "Przygotowanie nauczycieli do efektywnego wykorzystania komputerów przenośnych (notebooków, laptopów, tabletów PC), w tym do wykorzystania zasobów edukacyjnych z internetowych portali edukacyjnych (np. Scholaris, Interkl@sa, Polska Biblioteka Internetowa, Nauczyciel.pl)". Chodziło o to, żeby nauczyciele oswoili się z projektowaniem i prowadzeniem zajęć z dostępem do internetu.
- Na tych kursach prysł negatywny mit nauczyciela - "starego belfra", który nie będzie się umiał przestawić na nowoczesne technologie. Bo udowodnili nam, że się uczą tego bardzo szybko, i to niezależnie od wieku - opowiada Dariusz Fabicki, informatyk szkoleniowiec, właściciel jednej z firm prowadzących kursy.