Klikaj: www.szkola20.blox.pl, pisz: szkola-20@gazeta.pl
Roześmiani szóstoklasiści w kolorowych szortach wybiegają z sali gimnastycznej pomalowanej w wielkie piłki. Jeszcze jedna lekcja, obiad, potem komputer. Piotrek może siedzieć przed monitorem w dni robocze do dwudziestej, w świąteczne - do dwudziestej drugiej. Zaczyna zwykle około czternastej. Jacek po obiedzie woli wyjść na podwórko. Do netu zagląda w nocy, gdy rodzice śpią.
Wrzuciłem w tłumacza i już Z podręcznika czwartoklasisty: "Naukę w szkole XXI wieku ułatwiają komputery. Na lekcjach i podczas nauki w domu uczniowie korzystają z internetu. Dzięki temu łatwiej zrozumieć im niektóre informacje. Internet sprawia, że mogą odwiedzać odległe zakątki i znajdować odpowiedzi na wiele pytań, które wcześniej wymagały długich godzin w czytelniach".
Jacek i Piotrek po szkole najpierw sprawdzają Naszą-klasę: czy ktoś wysłał zaproszenie, dodał komentarz, wkleił nowe zdjęcia. Potem na Gadu-Gadu: czy odezwali się znajomi ze skateparku. Fajne są filmiki na Kreskowka.pl i dowcipy na Jeja.pl. Albo na Demotywatory.pl ("obiady w szkolnej stołówce są jak ciąg Fibonacciego: każdy jest sumą dwóch poprzednich"). Fajowo jest pograć w piłkę na Fifa.com albo podłożyć parę bomb i unieszkodliwić terrorystów na Counter-strike.pl. No i koniecznie Google.pl. - Jak muszę zainstalować nową grę, co jest po angielsku, to wchodzę na prawo, w okienko "więcej", wyskakuje "tłumacz" i tam mi wszystko przerabia na polski - objaśnia Piotrek. - Kiedyś pan nam dał po angielsku tekst o olimpiadzie dla niepełnosprawnych. Wrzuciłem cały w "tłumacza" i zaraz było gotowe po polsku.
Sciaga.pl jest niezbędna do sprawdzenia, czemu Nemeczek dostał zapalenia płuc, a Balladyna czyhała na życie Aliny i w ogóle dlaczego Słowacki wielkim poetą był.
Jacek: - Czasem doczytam lekturę do połowy, potem biorę streszczenie z netu.
Ostatni raz przeczytali całą książkę przed trzema laty.
Piotrek: - W "Akademii Pana Kleksa" to przynajmniej się działo od samego początku. "Kubuś Puchatek"? Rany, jakie nudy. Przy "Dzieciach z Bullerbyn" zasnąłem na drugiej stronie.
Agata: - Nie zawsze się opłaca. Raz kolega ściągnął wiersz Staffa i wmawiał pani, że sam napisał. Dostał jedynkę i pani jest teraz dla niego ostrzejsza.
Byle na skróty - Kiedy przeciętny uczeń przynosi mi zgrabne wypracowanie o Tomku Sawyerze, wyciągam kilka fraz, wrzucam w net, no i okazuje się, że spisane - opowiada Izabela Wyciszkiewicz, młoda nauczycielka polskiego w szkole podstawowej w Dusznikach-Zdroju. - Ściągają żywcem, nie silą się nawet na przestawienie słów. Ostrzegam ich: "Ja też mam internet i jestem w stanie ci udowodnić". Pokusa kopiowania to zmora.
Uczniowie dzielą się na tych, którzy czytają coś ponad rzeczy obowiązkowe (elita), tych, którzy przerabiają wyłącznie lektury (najliczniejsi) oraz tych, którzy nie czytają w ogóle. W czwartej klasie trzeba zaliczyć: "Opowieści z Narnii", "Księgę dżungli", "Pinokia" i "Małą księżniczkę".
- Przez cały rok nie są w stanie przemęczyć nawet tych czterech książek i mówią mi to otwartym tekstem - ubolewa polonistka. - Wokół są atrakcyjniejsze sprawy: internet, komórki, telewizja satelitarna.
Ci, którzy odmawiają czytania, dostają z lektur jedynki, a nadrabiają ocenami z gramatyki albo ortografii.
- Daję im do domu ortograficzne uzupełnianki z zaleceniem, żeby zrobili to ze zwykłym słownikiem ortograficznym. Oczywiście korzystają ze słownika online. Skutek? Nawet szóstoklasiści nie pamiętają alfabetu, bo internetowy słownik nie wymaga jego znajomości. Przeczytanie na głos jednego akapitu jest dla nich męczarnią. Napisanie czegoś - jeszcze gorzej. Zawsze pada sakramentalne: "A jak dużo mam pisać?". To pokolenie, które nie tylko nie czyta i nie pisze, ale ma problem z wysławianiem się. Mówią skrótami, coraz uboższymi zdaniami. Język SMS-ów wyszedł z komórek do mowy potocznej. Z każdym rokiem coraz trudniej o dzieci, które potrafią coś opowiedzieć.
W bibliotece przez ostatnie dwa lata tylko trzy razy ktoś zajrzał do encyklopedii. Nienacki, Niziurski, Bahdaj, Szklarski - po dawnych hitowych autorów nikt nie sięga. Między regałami fajnie jest tylko pobawić się w chowanego. Kilka zainstalowanych tu komputerów nie cieszy się zainteresowaniem, odkąd zabroniono wchodzenia na strony z grami.
- Głównie gier szukają w sieci, wcale nie wiedzy - mówi Bożena Janukowicz, bibliotekarka. - Nie interesują ich wiadomości ani fora dyskusyjne. A jeśli już potrzeba im jakiejś informacji, to nie ma dla nich znaczenia, czy opinię wydaje autorytet czy wirtualna postać. To, co jest w internecie, nie podlega żadnej selekcji - wszystko jest święte.
- Komputery zrobiły czarną robotę - uważa bibliotekarka. - Oduczyły czytania i samodzielnego myślenia. Nauczyli się, że świat jest na skróty i do skopiowania. Kiedy widzę, że czasem jakiś uczeń pisze maczkiem ściągę na przerwie, to myślę: jak dobrze... pisze, to znaczy, że sam coś przeczytał, przerobił. A nie tylko wydrukował z Wikipedii.