http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szkolne cuda z laptopa

Mariusz Zawadzki
2012-02-17, ostatnia aktualizacja 2012-02-21 15:26

Pilne dzieci z Mooresville przy laptopach od Apple'a. Nie muszą bać się ośmieszenia przy tablicy, błędy robi się intymnie
Pilne dzieci z Mooresville przy laptopach od Apple'a. Nie muszą bać się ośmieszenia przy tablicy, błędy robi się intymnie
Fot. JEREMY M LANGE NYT

Jeśli rozdać dzieciom z podstawówki laptopy, nawet bardzo drogie, to uczą się lepiej, a koszty ich edukacji są niższe - to wyniki eksperymentu w miasteczku Mooresville na Wschodnim Wybrzeżu USA

Szkoły w Mooresville w stanie Karolina Południowa przeżywają oblężenie. Ściągają tu wizytatorzy z całej Ameryki, a najbliższy wolny termin wizytacji - donosi "New York Times" - to kwiecień. Każdy chce zobaczyć na własne oczy modelowy przykład wykorzystania nowych technologii w szkolnictwie - tak reklamuje Mooresville Departament Edukacji w Waszyngtonie.

Trzy lata temu dzieciom z miasteczka rozdano 4,4 tys. laptopów MacBook - wszystkim, od klasy czwartej do dwunastej. Należą one do najdroższych na rynku, ale produkuje je Apple, symbol amerykańskiego sukcesu. Firma zrobiła dla szkół z Mooresville niewielką promocję - dała je w leasing po 215 dol. rocznie za sztukę, czyli w sumie za milion dolarów. Plus 100 tys. dol. rocznie za oprogramowanie.

Na korytarzach szkolnych zawisło korporacyjne hasło: "iBelieve, iCan, iWill", jednakże to niewielka cena za pomoc Apple'a. Były większe wyrzeczenia.

Terry Haas z miejskiego urzędu przyznaje, że zakup laptopów wymagał podjęcia nieprzyjemnych decyzji. Samorząd, który finansuje szkoły, musiał szukać oszczędności gdzie indziej - zwolnił 65 osób w szkolnictwie, w tym 37 nauczycieli. W związku z tym trzeba było podnieść liczbę dzieci w klasach, i to wyraźnie - z 18 do 30 uczniów. Ludzi miały zastąpić laptopy. Ale można było np. zlikwidować laboratoria komputerowe w szkołach, skoro dzieci miały już przenośne komputery.

Rodzice musieli zrobić zrzutkę - po 50 dol. rocznie na fundusz napraw laptopów. Najbiedniejszych, czyli około 18 proc. rodzin, zwolniono z tej opłaty.

Laptopy to nie wszystko. Samorządy wynegocjowały zbiorową umowę z dostawcami internetu, dzięki czemu rodzice uczniów mają kupić dostęp do sieci za promocyjne 10 dol. miesięcznie.

Te dodatkowe zabiegi były konieczne, bo Mooresville nie jest bogatym dystryktem. 27 proc. mieszkańców stanowią Latynosi lub Murzyni, a 40 proc. dzieci pochodzi z biednych domów, kwalifikują się na darmowe lub dotowane posiłki w szkołach.

Rezultaty? Przed rozpoczęciem eksperymentu z laptopami w egzaminach stanowych 73 proc. uczniów z Mooresville otrzymywało dobre wyniki z przedmiotów ścisłych. Po trzech latach - 88 proc. Ze 115 dystryktów szkolnych w stanie Karolina Południowa Mooresville jest na trzecim miejscu w wynikach testów. Mimo że w wydatkach na edukację zajmuje dopiero miejsce setne! Na każdego ucznia przeznacza 7,4 tys. dol. rocznie.

Tajemnica sukcesu? Nauczyciele uważają, że przede wszystkim bardziej indywidualne podejście do ucznia (paradoksalnie, bo klasy są większe). Np. dzieci z niższych klas uczą się dzięki specjalnemu oprogramowaniu działań na ułamkach (znajdowanie wspólnego mianownika, dodawanie, odejmowanie). Ale ponieważ każde ma laptopa, każde robi to w swoim tempie. Podczas lekcji nauczyciel podchodzi do tych dzieci, którym program komputerowy nie wystarcza.

Odpada element wstydu, kiedy słabszy uczeń przy tablicy czuje, że ośmiesza się przed klasą. Błędy popełnia się intymnie, przy swoim laptopie, dzięki temu nie ma takiego stresu i łatwiej je korygować. Ale jednocześnie nauczyciel dzięki częstym testom online zna lepiej słabości poszczególnych uczniów.

Powstały nowe formy socjalizowania uczniów. Niektórzy wstydzą się występować publicznie i np. dyskutować o Deklaracji Niepodległości, ale łatwiej im czatować z innymi (pod okiem nauczyciela).

- A poza tym, może przede wszystkim, nauczyli się w Mooresville skutecznie gospodarować pieniędzmi - mówi "New York Timesowi" Karen Cator, była pracownica Apple'a, dziś dyrektor w waszyngtońskim Departamencie Edukacji.

Marnowanie pieniędzy to być może największy problem amerykańskiego szkolnictwa publicznego, które jest w ostatnich latach coraz bardziej krytykowane. Choć Ameryka jest ostoją wolnego rynku i kapitalizmu, to w edukacji wytworzył się przyczółek socjalizmu. Pensje nauczycieli zależą głównie od wysługi lat, a nie od wyników uczniów. Zwolnienie kogokolwiek jest bardzo trudne. Związki zawodowe zdobyły w szkolnictwie bardzo silną pozycję i zaciekle bronią status quo.

W Mooresville najgorszych nauczycieli zwolniono, ci zaś, którzy zostali, uzbrojeni w laptopy radzą sobie lepiej.

Wiara w laptopy w szkole może być szkodliwa - piszą Alicja i Piotr Pacewicz

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 40 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    40 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1