http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

E-podręczniki. Nie są tańsze

Rozmawiała Aleksandra Pezda
2011-12-20, ostatnia aktualizacja 2011-12-19 18:26

Co za bogactwo - testy, quizy, ćwiczenia, wykłady online, linki do interesujących przykładów i zadań - rozmowa z Katarzyną Winkowską-Nowak*

Matematyk Katarzyna Winkowska-Nowak
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Matematyk Katarzyna Winkowska-Nowak
Aleksandra Pezda: Wprowadzać centralnie e-podręczniki czy czekać, aż się same w szkołach upowszechnią?

Katarzyna Winkowska-Nowak: Dziś nie wyobrażam sobie wprowadzenia takiego obowiązku w Polsce. Uczniowie nie mają komputerów, nauczyciele służbowych laptopów. Na uczelni na Florydzie, gdzie wykładam, są wielkie sale komputerowe udostępniane uczniom do odrabiania zadań domowych - takie na sto osób - a każdy wykładowca ma do dyspozycji służbowy laptop i rzutniki w salach.

Poza tym uważam, że e-nauczanie ureguluje wolny rynek. Wielu wydawców już wrzuca podręczniki do internetu - będzie tego coraz więcej. Jednak nie da się tego zrobić jednym rozporządzeniem.

Pani pracuje na e-podręcznikach na uczelni w USA. Co panią do tego przekonuje?

- Już od lat wprowadzam internet jako wsparcie w nauczaniu: umieszczałam materiały z wykładów w sieci albo interesujące linki, dawałam zadania domowe, tworzyłam i przeprowadzałam testy. Tak zresztą robię nadal na polskich uczelniach. W internecie jest mnóstwo świetnych materiałów, np. wykłady z czołowych uczelni na świecie albo GeoGebra ze wszystkimi symulacjami, które naprawdę lepiej pomagają zrozumieć matematykę.

W USA mam do dyspozycji świetne e-podręczniki, bogato wyposażone. Z testami, quizami, ćwiczeniami, wykładami online, linkami do interesujących przykładów i zadań.

Szczególnie lubię quizy jako prace domowe. Pomagają w zarządzaniu grupą - nie sprawdzam testów sama, a dostaję odpowiedź, która dziedzina w grupie została dobrze zrozumiana, a która leży i trzeba ją powtórzyć. Tę samą informację mam o każdym ze studentów. Mogę łatwo motywować i słabszych, i lepszych z nich.

A uczę grupy po sto osób - bez technologicznych narzędzi nie sprawdziłabym nigdy umiejętności każdego z osobna.

To z kolei pozwala mi na nowy rodzaj kontaktu ze studentami - spokojnie się zastanawiam, czego naprawdę chcę nauczyć, co jest ważne, a może zaproponować coś więcej? Poza tym zwyczajnie odciąża mnie od pracy. Skupiam się na nauczaniu i mam jeszcze lukę na pracę naukową.

Jak się pracuje, kiedy wysiądzie prąd albo sieć się zawiesi? To częste pytanie w polskich szkołach...

- Zdziwi się pani, ale to zdarza się również w USA. Zawsze jestem na to przygotowana. Jedną z grup na wydziale inżynierskim uczyłam w supersali, przychodziły wycieczki, żeby ją zwiedzać, tak była wyposażona. Ale i tam się zdarzało, że rzutnik nie zadziałał. Pod rzutnikiem mam więc tradycyjne tablice. Zawijam rękawy i do roboty z kredą! To nauka z dawnych lat, kiedy sprzęt padał, bo był słaby. Teraz pada rzadziej, bo jest za dobry, częściej za to się zdarza, że nie ma przejściówki do Maca.

Jakieś wady e-podręczników?

- Są. Pierwsza: takie podręczniki nadają się do podstawowych zadań, gdzie liczy się wyrobienie reakcji, pewna automatyzacja zachowań. Na kursach wyższych, gdzie liczy się kreatywność, abstrakcyjne myślenie, już nie mają zastosowania. Tam sama przygotowuję materiały, również z internetu, ale już według własnego pomysłu.

Inna wada - wysoka cena.

Nie są tańsze?

- Niestety. Kosztują tyle samo co te papierowe - przecież ktoś musi pracować nad zaawansowanymi rozwiązaniami technologicznymi. Wykładowca nie płaci, ale studenci płacą za dostęp, za jeden kurs np. 60 dolarów. I są studenci, których z trudem na to stać. Kupić jednak muszą, bo tak jest w regulaminie studiów, bo nie da się pożyczyć książki od kolegi, bo pracujemy online i w sieci są zadania domowe, które trzeba wypełnić.

Studenci lubią podręczniki online?

- Studenci jak to studenci - nie lubią zadań domowych. Również tych online. Kalkulują sobie, ile muszą się natrudzić, żeby zaliczyć przedmiot. Ponieważ wszystko jest obliczane na punkty, czasem się udaje zdobyć wystarczającą liczbę bez odrabiania zadań. Więc trzeba ich do tego nakłaniać - jest nawet element przymusu: na amerykańskich uczelniach studenci mają obowiązek spędzenia co najmniej dwóch godzin w tygodniu w uczelnianej sali komputerowej. I nie ma ściemy - wchodzą z dokumentem, ich obecność jest rejestrowana, a potem są sprawdzani, czy rzeczywiście robili te zadania, czy nie fruwali sobie po necie.

Poza tym trzeba przyznać, że te nowoczesne e-podręczniki są genialne. Studenci dostają w nich m.in. inteligentny przewodnik: mogą prześledzić krok po kroku, jak powinno być rozwiązane zadanie, i to na kilka sposobów. Jeśli nie poradzą sobie, podręcznik pomoże im rozwikłać problem, a potem da szansę spróbować wszystko jeszcze raz, samodzielnie.

To jest supernarzędzie do nauki. Zwłaszcza w matematyce, gdzie liczy się systematyczność. I np. nieobecność nie jest przeszkodą, z e-podręcznikiem szybko nadgonisz materiał.

Różnice między polskimi a amerykańskimi studentami?

- Jeśli chodzi o korzystanie z internetu, różnice są małe. Obie grupy robią to świetnie i w obu panuje przekonanie, że oto teraz są najmądrzejsi, bo sobie dobrze radzą z wyszukiwaniem w Google'u. A potem się gubią przy byle projekcie, bo materiału jest za dużo i nie wiadomo, który dobry. Ha, ha, ha.

Dlatego i tu, i w USA rolą nauczyciela jest pokazywać, jak z internetowej papki wyciągnąć to, co wartościowe.

Różnicę widzę w podejściu do życia i nauki jako zdobywania umiejętności. Amerykańscy studenci entuzjastycznie przyjmują każdą nowo zdobytą umiejętność - lubią się czegoś nauczyć, cenią sobie szansę zdobywania wiedzy. Są też otwarci i łatwi do zainspirowania.

Polscy studenci przeciwnie - trudno ich zainspirować i zaciekawić. Za to są zazwyczaj na wyższym poziomie wiedzy na starcie studiów niż ich amerykańscy koledzy. Ale ci z USA potem chętniej się uczą i umiejętności się wyrównują.

*dr Katarzyna Winkowska-Nowak - matematyk, dyrektorka Warszawskiego Centrum GeoGebry, wykłada na Uniwersytecie Warszawskim, w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej i Floryda Atlantic University USA

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1