http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Praca domowa z Wikipedii? - debata w "Gazecie"

Aleksandra Szyłło
2011-12-07, ostatnia aktualizacja 2011-12-28 17:01

Debata Podręczniki 2.0 w ''Gazecie Wyborczej''
Debata Podręczniki 2.0 w ''Gazecie Wyborczej''
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Dziś dziecko przekraczając próg szkoły cofa się w czasie "do epoki kredy". Czy warto to zmienić? A jeśli tak, to w jaki sposób? - zastanawiają się dziś w "Gazecie Wyborczej" nauczyciele, socjologowie, politycy i redaktorzy

Grzegorz Piechota, szef redakcji Akcje Społeczne ''Gazety'', podczas debaty Podręczniki 2.0 w ''Gazecie Wyborczej''
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Grzegorz Piechota, szef redakcji Akcje Społeczne ''Gazety'', podczas debaty...
Krystyna Szumilas, minister edukacji i Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji podczas debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie Wyborczej''
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Krystyna Szumilas, minister edukacji i Michał Boni, minister administracji i...
Goście zagraniczni podczas debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie Wyborczej''
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Goście zagraniczni podczas debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie Wyborczej''
Justyna Hofmolk, socjolog, podczas debaty Podręczniki 2.0 w ''Gazecie Wyborczej''
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Justyna Hofmolk, socjolog, podczas debaty Podręczniki 2.0 w ''Gazecie...
Jaume Vicens, Hiszpania, podczas debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie Wyborczej''
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Jaume Vicens, Hiszpania, podczas debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie...
Mario Franco, Portugalia, podczas debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie Wyborczej''
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Mario Franco, Portugalia, podczas debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie...
Dalida van Dessel, Holandia, podczas debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie Wyborczej''
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Dalida van Dessel, Holandia, podczas debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie...
Per Christian Opsahl, Norwegia, podczas debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie Wyborczej''
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Per Christian Opsahl, Norwegia, podczas debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie...
Krystyna Szumilas, minister edukacji i Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji, podczas debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie Wyborczej''
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Krystyna Szumilas, minister edukacji i Michał Boni, minister administracji i...
Stąd możesz ściągnąć zapis dźwiękowy debaty

Dwulatek nauczy dziadków

- W "Gazecie Wyborczej" przechodzimy podobną rewolucję - mówił Grzegorz Piechota, szef redakcji Akcje społeczne "Gazety". - Zaczynaliśmy od ośmiu czarno-białych stron w 1989 roku, a teraz większość naszych czytelników odbiera nas przez przekaźniki cyfrowe.

Jak zaczęła się akcja "Gazety"? Reporterzy wysłani zostali z powrotem do swoich szkół, żeby zobaczyli, jak się te szkoły zmieniły od ich czasów. Co odkryli? Najlepiej wyraził to jeden z zaprzyjaźnionych nauczycieli: - Dzieci żyjące w XXI w., gdy przekraczają próg szkoły, cofają się w czasie. Wielu nauczycieli jakby nie zauważyło, że przez ostatnie 15 lat świat zmienił się.



W pierwszym roku akcji udział wzięło w niej niemal 300 szkół i 20 tys. uczniów. "Gazeta" opublikowała ponad 100 artykułów na temat cyfryzacji w szkole, dziś 80 proc. nauczycieli deklaruje, że zna akcję "Szkoła z klasą".

- Jaka jest moja prywatna motywacja do prowadzenia tej akcji? Mój syn, który ma dziś dwa lata, biegle obsługuje komputer. Wynajduje sobie np. animacje na YouTube i to nie tylko te, które wcześniej mu pokazałem. Dodatkowo nauczył obsługi komputera swoich dziadków. Można powiedzieć, że udostępniając internet dzieciom, walczymy z e-wykluczeniem w większej części społeczeństwa.

Praca domowa: napisz hasło w Wikipedii

Justyna Hofmokl, doktor socjologii i autorka książki "Internet jako nowe dobro wspólne" pokazała zdjęcie swojej rodziny: - Po co dzieciom z fotografii internet? Każde wykorzystuje go do czegoś innego - mówi. - Nasz 9-latek uwielbia robić eksperymenty na żabach, ale jest ekologiem. Nie pozwoliłby nigdy męczyć zwierzęcia. Operacje wykonuje cyfrowo. Najmłodszy, 5-latek, pierwsze słówka angielskie poznał z zabawnych filmików na YouTube. Ułatwiło mu to oswojenie się z nową sytuacją życiową, gdy okazało się, ze wyjeżdża z rodzicami do Stanów Zjednoczonych i to tam pójdzie do pierwszej klasy.

- Najstarszy z dzieciaków na zdjęciu jest maturzystą. Bardzo często korzysta z Wikipedii. Czy to jest pewne źródło zdobywania wiedzy? Oczywiście, że trzeba informacje weryfikować. Ale wspaniałe jest, że młodzież może nie tylko czytać z Wikipedii, ale również ją współtworzyć. Ostatnio dowiedziałam się, ze uczniowie w Indiach dostają czasem takie zadanie domowe - na podstawie sprawdzonych źródeł utworzyć nowe hasło w Wikipedii.

Efekt jak bumerang

W Katalonii mieliśmy przykład, jak zbyt szybkie i nieprzemyślane wprowadzenie cyfryzacji do szkoły obraca się przeciw dziecku, szkole i twórcom projektu - opowiadał Jaume Vicens z Hiszpanii, dyrektor wydawnictwa Vicens Vives. - W 2009 r. zabroniliśmy dzieciom kupować papierowe podręczniki, za wiele milionów euro kupiliśmy laptopa każdemu dziecku. Program upadł. Minister edukacji stracił posadę, zbuntowali się rodzice i uczniowie, nauczyciele byli bierni. Nie poradziliśmy sobie. Problemy techniczne, np. tracenie czasu na podłączanie różnych kabli i szukania połączenia z internetem wykończyły tak radykalny pomysł. Teraz zaczynamy od nowa - na spokojnie.

- System musi być strasznie sprawny. Uczeń musi zrobić pracę domową dziś po południu i wszystko musi działać. A lekcja zaczyna się o 9-tej i trwa tylko 45 min. Nie można stracić połowy tego czasu na walkę ze sprzętem. Niedostateczne przygotowanie wróciło do nas jak bumerang.



- W naszych badaniach wyszło, że 90 proc. uczniów woli przygotowywać się do klasówki z książką. Musimy to respektować, łączyć internet z tradycyjnym podręcznikiem w systemie edukacji.

Jakiego e-podręcznika chcą nauczyciele i uczniowie?

- W Holandii połowa nauczycieli używa zasobów internetowych na lekcjach. Średnio jeden komputer przypada na 4-5 uczniów - opowiada Dalida van Dessel, specjalista ds. edukacji w holenderskim Instytucie Wizji i Fonii. - Z naszego doświadczenia wynika, że e-podręcznik musi spełniać wiele warunków, żeby zyskać akceptację nauczycieli. Taki produkt musi być łatwy w obsłudze, dostosowany do wieku dziecka i bardzo wiarygodny w sensie merytorycznym. I tani. To wyzwanie dla producenta.



- W dobrym e-podręczniku uczeń znajdzie materiał, który odpowiada wymogom szkoły. Podsuwa uczniowi filmy, nagrania audio, artykuły, które np. pozwolą mu przygotować wiedzę o Unii Europejskiej. Dziecko nie szuka na oślep po całym internecie, ma materiał wyselekcjonowany, dobrany do jego wieku i wymaganego zakresu wiedzy. Potrzebne jest profesjonalne przygotowanie e-podręczników. Nie warto zrzucać tego na nauczycieli, bo to, że ktoś jest świetnym nauczycielem, nie znaczy automatycznie, że potrafi przygotować taki kontent.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1