Stąd możesz ściągnąć zapis dźwiękowy debatyDwulatek nauczy dziadków- W "Gazecie Wyborczej" przechodzimy podobną rewolucję - mówił Grzegorz Piechota, szef redakcji Akcje społeczne "Gazety". - Zaczynaliśmy od ośmiu czarno-białych stron w 1989 roku, a teraz większość naszych czytelników odbiera nas przez przekaźniki cyfrowe.
Jak zaczęła się akcja "Gazety"? Reporterzy wysłani zostali z powrotem do swoich szkół, żeby zobaczyli, jak się te szkoły zmieniły od ich czasów. Co odkryli? Najlepiej wyraził to jeden z zaprzyjaźnionych nauczycieli: - Dzieci żyjące w XXI w., gdy przekraczają próg szkoły, cofają się w czasie. Wielu nauczycieli jakby nie zauważyło, że przez ostatnie 15 lat świat zmienił się.
W pierwszym roku akcji udział wzięło w niej niemal 300 szkół i 20 tys. uczniów. "Gazeta" opublikowała ponad 100 artykułów na temat cyfryzacji w szkole, dziś 80 proc. nauczycieli deklaruje, że zna akcję "Szkoła z klasą".
- Jaka jest moja prywatna motywacja do prowadzenia tej akcji? Mój syn, który ma dziś dwa lata, biegle obsługuje komputer. Wynajduje sobie np. animacje na YouTube i to nie tylko te, które wcześniej mu pokazałem. Dodatkowo nauczył obsługi komputera swoich dziadków. Można powiedzieć, że udostępniając internet dzieciom, walczymy z e-wykluczeniem w większej części społeczeństwa.
Praca domowa: napisz hasło w WikipediiJustyna Hofmokl, doktor socjologii i autorka książki "Internet jako nowe dobro wspólne" pokazała zdjęcie swojej rodziny: - Po co dzieciom z fotografii internet? Każde wykorzystuje go do czegoś innego - mówi. - Nasz 9-latek uwielbia robić eksperymenty na żabach, ale jest ekologiem. Nie pozwoliłby nigdy męczyć zwierzęcia. Operacje wykonuje cyfrowo. Najmłodszy, 5-latek, pierwsze słówka angielskie poznał z zabawnych filmików na YouTube. Ułatwiło mu to oswojenie się z nową sytuacją życiową, gdy okazało się, ze wyjeżdża z rodzicami do Stanów Zjednoczonych i to tam pójdzie do pierwszej klasy.
- Najstarszy z dzieciaków na zdjęciu jest maturzystą. Bardzo często korzysta z Wikipedii. Czy to jest pewne źródło zdobywania wiedzy? Oczywiście, że trzeba informacje weryfikować. Ale wspaniałe jest, że młodzież może nie tylko czytać z Wikipedii, ale również ją współtworzyć. Ostatnio dowiedziałam się, ze uczniowie w Indiach dostają czasem takie zadanie domowe - na podstawie sprawdzonych źródeł utworzyć nowe hasło w Wikipedii.
Efekt jak bumerangW Katalonii mieliśmy przykład, jak zbyt szybkie i nieprzemyślane wprowadzenie cyfryzacji do szkoły obraca się przeciw dziecku, szkole i twórcom projektu -
opowiadał Jaume Vicens z Hiszpanii, dyrektor wydawnictwa Vicens Vives. - W 2009 r. zabroniliśmy dzieciom kupować papierowe podręczniki, za wiele milionów euro kupiliśmy laptopa każdemu dziecku. Program upadł. Minister edukacji stracił posadę, zbuntowali się rodzice i uczniowie, nauczyciele byli bierni. Nie poradziliśmy sobie. Problemy techniczne, np. tracenie czasu na podłączanie różnych kabli i szukania połączenia z internetem wykończyły tak radykalny pomysł. Teraz zaczynamy od nowa - na spokojnie.
- System musi być strasznie sprawny. Uczeń musi zrobić pracę domową dziś po południu i wszystko musi działać. A lekcja zaczyna się o 9-tej i trwa tylko 45 min. Nie można stracić połowy tego czasu na walkę ze sprzętem. Niedostateczne przygotowanie wróciło do nas jak bumerang.
- W naszych badaniach wyszło, że 90 proc. uczniów woli przygotowywać się do klasówki z książką. Musimy to respektować, łączyć internet z tradycyjnym podręcznikiem w systemie edukacji.
Jakiego e-podręcznika chcą nauczyciele i uczniowie?- W Holandii połowa nauczycieli używa zasobów internetowych na lekcjach. Średnio jeden komputer przypada na 4-5 uczniów -
opowiada Dalida van Dessel, specjalista ds. edukacji w holenderskim Instytucie Wizji i Fonii. - Z naszego doświadczenia wynika, że e-podręcznik musi spełniać wiele warunków, żeby zyskać akceptację nauczycieli. Taki produkt musi być łatwy w obsłudze, dostosowany do wieku dziecka i bardzo wiarygodny w sensie merytorycznym. I tani. To wyzwanie dla producenta.
- W dobrym e-podręczniku uczeń znajdzie materiał, który odpowiada wymogom szkoły. Podsuwa uczniowi filmy, nagrania audio, artykuły, które np. pozwolą mu przygotować wiedzę o Unii Europejskiej. Dziecko nie szuka na oślep po całym internecie, ma materiał wyselekcjonowany, dobrany do jego wieku i wymaganego zakresu wiedzy. Potrzebne jest profesjonalne przygotowanie e-podręczników. Nie warto zrzucać tego na nauczycieli, bo to, że ktoś jest świetnym nauczycielem, nie znaczy automatycznie, że potrafi przygotować taki kontent.