Aleksandra Pezda: Czy to prawda, że w Holandii papierowe podręczniki zostały zastąpione cyfrowymi? Dalida van Dessel,
współtwórczynią projektu "Les 2.0", gość debaty o e-podręcznikach w ''Gazecie Wyborczej'': Jeszcze nie, dopiero zaczynamy. Uczestniczę w projekcie na internetowy portal oraz produkcję internetowych zasobów edukacyjnych, na który dostaliśmy trzyletni rządowy grant. Robimy to w konsorcjum: 30 szkół, siedem muzeów i archiwów oraz dwie instytucje e-learningowe. Portal nazwaliśmy "Les 2.0".
Polscy wydawcy obawiają się wejścia e-podręczników. Ich biznes koncentruje się wokół papierowych książek do szkoły. - Brzmi znajomo. W Holandii jest podobnie, mamy duże
domy wydawnicze, których największe zyski nadal pochodzą ze sprzedaży książek w papierze, powoli dołączane są materiały cyfrowe. Szkoły też używają głównie książek papierowych. To nasza silna tradycja - uczymy dzieci od strony 1 do 100 i tylko tyle, ile jest w książce.
Jednak w ostatnich latach coraz łatwiej uczniom znaleźć treści do nauki w internecie. A technologię mają ciągle wokół siebie, przywykli do gadżetów, śpią z
iPhone'ami, w kółko tweetują. Już się nie uczą od deski do deski. Wydaje się więc, że przemiana tradycyjnej szkoły na cyfrową to jedyny kierunek. Poza tym nasze szkoły są dobrze wyposażone w sprzęt - praktycznie każda ma internet, jeden komputer przypada średnio na pięciu uczniów, 85 proc. podstawówek i
gimnazjum ma w klasach tablice multimedialne i ta liczba szybko rośnie.
Udało się wam przekonać nauczycieli? - Początki były ciężkie, bo zaczęliśmy od uczniów. Przygotowaliśmy materiały dla nich, z filmami i pociągającym multimediami. Wydawało nam się to naturalne. Testowaliśmy i szło dobrze, uczniowie bawili się przy nauce. Ale kiedy uruchomiliśmy portal i daliśmy dostęp nauczycielom, wyrosła bariera. Było tak: "Jak to muszę się zalogować? A po co? To za trudne, dam sobie spokój".
Musieliśmy zmienić taktykę. Skupiliśmy się na nauczycielach. Przygotowaliśmy gotowe scenariusze lekcji. Nie mówimy: "Oto nowa technologia, korzystajcie". Wiemy, że się tego obawiają. Mówimy: "Oto interesujące scenariusze lekcji. Może się wam przydadzą?". I to działa. Mówimy: "Uzupełnij sobie lekcję o filmy i ciekawostki". Proponujemy nauczycielom, żeby poruszali się na naszym portalu powoli - najpierw jakaś jedna lekcja, a później przyjdzie czas na elastyczne korzystanie z materiałów i dokładanie własnych.
Mówię wam: tej rewolucji nie przeprowadzicie od razu. To zajmie kilka lat.
Na razie mamy jeszcze ciągle w szkołach komputery głównie w klasach do informatyki. - Tak było w Holandii pięć lat temu. Ale potem uczniowie zaczęli przychodzić do szkół z laptopami, iPhone'ami, iPadami, smartfonami. Jeszcze rok temu były awantury, żeby im zabierać sprzęt przed wejściem do klasy. A już teraz w wielu szkołach komórki są dozwolone. Znam też szkoły, w których nauczyciele prowadzą lekcje na Twitterze, to jest rewelacyjne - praca w małych grupach, szybkie tempo, rozwojowe dyskusje. No i uczniowie to lubią, nie nudzą się szkołą.
*Dalida van Dessel, liderka i ekspert w Holenderskim Instytucie Wizji i Fonii (archiwum z ponad 700 tys. godzin materiałów audiowizualnych). Specjalizuje się udostępnianiu treści archiwalnych na portalach internetowych, jest związana z kilkoma holenderskimi portalami edukacyjnymi. Współtworzy projekt i portal "Les 2.0", z lekcjami online z biologii, ekonomii, geografii, historii i zdrowia. To artykuły, zdjęcia i wideo do ponad gotowych 300 lekcji, korzysta z nich ponad 3 tys. nauczycieli i uczniowie z 30 szkół, w przyszłym roku portal ma być udostępniony szkołom w całej Holandii.Z Dalidą van Dessel rozmawiałam w Warszawie podczas konferencji "Kultura 2.0: Świadomi mediów" organizowanej przez Narodowy Instytut Audiowizualny.