http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

E-romantyzm? Tak, ale na zimno

Alicja Pacewicz, Piotr Pacewicz
2011-09-06, ostatnia aktualizacja 2011-09-06 18:29

Szkoła z klasą 2.0 - rok drugi. Zapraszamy do udziału w polskiej e-rewolucji, która w takiej czy innej wersji nadciąga. Z rzeczy bardziej konkretnych obiecujemy: certyfikat uczestnictwa i router w prezencie

Lekcja z laptopem w Gimnazjum nr 14 w Gliwicach
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Lekcja z laptopem w Gimnazjum nr 14 w Gliwicach
SERWISY
Program CEO i "Gazety" wyraża - przyznajmy się bez wstydu - nurt romantyzmu w edukacji: wierzymy, że szkoła może być wspaniałym miejscem nauki i komunikacji międzyludzkiej, i wierzymy, że nowe media i nowoczesne technologie mogą w tym pomóc.

Dwaj e-romantycy

"Laptop dla każdego ucznia" Nicholasa Negroponte, twórcy słynnego laboratorium mediów w jeszcze słynniejszym MIT (Instytucie Technologii w Massachusetts), autora e-bestsellera wszech czasów "Being digital". Idea z 1996 r., która miała zmienić świat, a zwłaszcza pomóc krajom zacofanym dogonić Zachód.

"Dziura w murze", porywający eksperyment Sugaty Mitry. W murze otaczającym dzielnicę slumsów w New Delhi jesienią 1999 r. umieścił komputer z dostępem do szybkiego internetu i wyszukiwarką. Obok był touchpad. Ukryta kamera śledziła gromadzące się dzieci, które same odkrywały działanie tej "telewizji, która reaguje". W kolejnych 100 miejscach, m.in. w himalajskich wioskach, mali Hindusi błyskawicznie opanowywali zasady działania internetu. Uczyli się też (oczywiście z sieci) angielskiego, bo polecenia były po angielsku.

Nieco posiwiały Nicholas Negroponte mówi w niedawnym wykładzie niemal słowami Mitry: komputer i internet dają uczniom możliwość uczenia się naturalnego - tak jak nabywamy umiejętność chodzenia czy mówienia. Inaczej niż zwykła szkoła, która nagle oznajmia sześciolatkowi: nie ucz się sam, bo nie potrafisz, teraz my będziemy cię uczyć.

Jeszcze ciekawsze, że Mitra przenosi hinduskie doświadczenie "dziury w murze" do bogatej Wielkiej Brytanii i propaguje metodę SOLE (social space for learning): w odrębnych szkolnych salach dzieciaki - bez opieki nauczycieli - siadają we troje, czworo przed komputerem i swobodnie z niego korzystają: surfują po sieci, grają, ale też - uwaga - odrabiają prace domowe i pracują nad projektami szkolnymi. Podobnie pracują na niektórych lekcjach.

Romantyzm nowych technologii... W ostatnich kilkunastu latach mnóstwo krajów wprowadza nowe media. Ostatnio Turcja ogłosiła, że chce dołączyć do tych państw, często niezamożnych, które inwestują setki milionów dolarów w sprzęt komputerowy dla szkół. Jak pokazuje przykład Portugalii, taka inwestycja, choć nie całkiem dopracowana, poza skutkami edukacyjnymi ma także silny efekt modernizacyjny - unowocześnia i ożywia gospodarkę i komunikację społeczną.

"New York Times" sprzed kilku dni opisuje szkolny okręg Kyrene w stanie Arizona, który zainwestował, bagatela, 33 mln dol. w wyposażenie szkół. Każdy gimnazjalista siedzi przed laptopem, na ścianie błyszczy olbrzymia interaktywna tablica multimedialna, do tego świetne software'y. Przerabiają Szekspira, m.in. blogując i tworząc strony na Facebooku z perspektywy Romea czy króla Leara Ale artykuł jest raczej sceptyczny, bo wyniki uczniów w Kyrene nie poprawiły się. Matt Richtel przywołuje też specjalistów, którzy wzywają wręcz do odwrotu od fascynacji technologicznej i postulują szkołę technologicznie ubogą, która skupiłaby się na uczeniu pisania (długopisem!), mówienia i myślenia.

Końcówka pierwszej dekady XXI w. przyniosła trochę rozczarowań i sporo nieporozumień. Można by poświęcić im książkę. Powiedzmy tu tylko tyle, że sam sprzęt czyni cuda w ograniczonym zakresie i nie zawsze. Że technologia wymaga przeszkolenia nauczycieli, by potrafili wykorzystać sprzęt i nie bali się kompromitacji w konfrontacji z uczniami, którzy czują się w e-świecie jak ryby w wodzie. Wymaga także przygotowania odpowiednich zasobów edukacyjnych. "Szkoła 2.0" uwzględnia te zastrzeżenia.

Polskie nadzieje

Mieliśmy szczęście. Ogłoszony rok temu program "Szkoła 2.0" trafił na dobry moment - wiosną rząd zapowiedział program "Laptop dla ucznia", czyli zakup ogromnej liczby laptopów (po 100 euro) finansowany z konwersji opłat firm telekomunikacyjnych. Wybuchło zainteresowanie laptopami. Zorganizowaliśmy błyskawiczną konferencję, sprowadziliśmy specjalistów z kilku krajów.

Latem okazało się, że zapowiedzi były zbyt szumne. Laptopy muszą kosztować ponad 200 euro, a finansowanie programu - za ok. 240 milionów euro na laptopy plus kolejne kilkaset na rozbudowę sieci - jest dość problematyczne. "Gazeta" skomentowała to złośliwym tytułem "Laptopy na wierzbie".

Ale nadzieje nie zgasły i specjalny zespół rządowy nadal pracuje nad modelem polskiej e-szkoły. Rzecz nie sprowadza się bowiem do doposażenia szkół - rządowy program musi odpowiedzieć na kolejne pytania: jak tworzyć wartościowe i atrakcyjne materiały edukacyjne; jak skutecznie doszkolić nauczycieli, by potrafili i chcieli używać nowych mediów w swojej pracy.

Wszystkie te kwestie były i będą sprawdzane w praktyce w naszych szkołach 2.0. Planujemy minipilotaże różnych wariantów korzystania ze sprzętu i e-zasobów w szkole. Bo e-rewolucja w polskich szkołach nadciąga nieodwołalnie. Nasz program może ją wspomóc, także w tym, by uniknąć błędów. A poszczególnym szkołom dać impuls do zmian.

Kto to zrobi?

Nowy rok szkolny to zawsze okazja do zmiany, dla wszystkich dyrektorek i nauczycieli, którzy nie stracili zawodowej dumy i powołania, oraz dla młodych ludzi, którzy wciąż wierzą, że szkoła może być miejscem ciekawej nauki, pasji i radości - nie tylko dlatego, że możesz tam spotkać fajne koleżanki i kolegów.

Wbrew niesprawiedliwym stereotypom takich nauczycieli i takich uczniów jest mnóstwo. Tysiące z nich wzięło udział w pierwszym roku "Szkoły 2.0".

Dali wyraz przekonaniu, że nowe media pomagają wzbogacić nauczanie, odświeżyć nauczycielską pracę, przybliżyć szkołę uczniom, którzy w świecie nowych mediów poruszają się jak ryby w wodzie. To także szansa na zmianę relacji: nauczyciel - uczeń, bo mądry nauczyciel będzie umiał skorzystać z komputerowej biegłości i pasji swoich podopiecznych.

Wielu nauczycieli stawia na własny rozwój. Internet jest tu wręcz genialnym źródłem wiedzy i inspiracji. Nowe metody, a także konkretne scenariusze lekcji i projektów, ćwiczenia oraz zadania sprawdzające umiejętności uczniów znaleźć można na wielu platformach i stronach edukacyjnych. Sporo materiałów zgromadziliśmy w akcji "Szkoła z klasą", którą CEO i "Gazeta" prowadzą od 9 lat, w sumie w ponad 7 tys. szkół. Tworzyli je nasi eksperci, ale przede wszystkim nauczyciele uczestnicy.

"Szkoła 2.0" to propozycja dla tych nauczycielek i nauczycieli, którzy lubią nowinki i wiedzą, że Powerpoint już nie wystarczy. Będą się uczyć razem z młodymi (a czasem - od młodych), pokażą, na co ich stać.

  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1