"Poród fizjologiczny - ja wiem co to jest!" - pisze autorka artykułu w weekendowym numerze "Gazety". Pisze o konieczności edukacji nie tylko personelu, ale i kobiet. Pomija jednak najważniejszy element, ten dzięki któremu wspomina swój poród jako przeżycie intymne i scalające jej rodzinę. Tym czynnikiem są pieniądze. Autorka może mi wierzyć, że gdyby nie zdecydowała się na prywatną położną, to pomimo swojej wizji porodu, wiedzy i determinacji, aby ochronić dziecko przed "obcymi dłońmi obracającymi nim w powietrzu", niemal na pewno spotkałoby ją to, co jest udziałem kobiet, których nie stać na prywatną opiekę podczas porodu.
Ja nikomu nie zapłaciłam i mój poród, mimo pozytywnego nastawienia, niewielkiego bólu fizycznego (ból porodowy w moim przypadku był, co mnie zaskoczyło, stosunkowo niewielki), był prawdziwą traumą. Położna na mnie krzyczała, lekarz, mimo moich protestów przebił mi pęcherz płodowy i naciskał na mój brzuch. Wspominam poród jako walkę, upokorzenie, stratę. W jego wyniku zostałam mocno nacięta, bez mojej zgody, a nawet wiedzy, a to spowodowało uszkodzenie, którego skutki odczuwam do dziś.
Od czasu porodu bezskutecznie walczę o sprawiedliwość - skargi do dyrektora szpitala, NFZ, Rzecznika Praw Pacjenta, prokuratury, sądu były umarzane, ponieważ stwierdzano, że skoro lekarz nie zaznaczył w dokumentacji medycznej, że działał wbrew mojej woli, to znaczy, że tego nie robił... Uszczerbek na zdrowiu, jaki poniosłam jest bagatelizowany, choć uniemożliwia mi prowadzenie normalnego życia seksualnego. Przekonałam się, że w Polsce nie tylko bezpłatny "poród po ludzku" jest fikcją, fikcją są też prawa pacjenta. Czasem żałuję, że nie dałam łapówki - tylko nieliczne szpitale mają oficjalne cenniki, świetnie ma się szara strefa - i to też jest dla mnie przerażające.
Prawdziwym problemem w Polsce jest to, że poród po ludzku stał się przywilejem bogatych, wykształconych kobiet, stał się też powszechnie akceptowany (wystarczy przejrzeć fora internetowe, gdzie kobiety wymieniają się cenami i namiarami), nikt nie piętnuje tego jako skandalu. Z tym trzeba walczyć!
Pracuje na jednym z polskich uniwersytetów, nie brakowało mi wiedzy o fizjologii porodu, czy znajomości moich praw. Nie spodziewałam się jednak, że lekarz użyje wobec mnie siły i pozostanie bezkarny. Nigdy nie przestanę żałować, że urodziłam dziecko w Polsce.
Źródło: Gazeta Wyborcza