Ciąża to szczególny czas dla kobiety, ale także dla mężczyzny. Co się wtedy dzieje w związku? To zależy od związku. Czasami okazuje się, że
ciąża to pole walki. Mężczyźni czują się odpowiedzialni za rodzinę, bo nareszcie ją mają. Żona z dzieckiem w brzuchu to więcej niż sama żona. Niektórzy faceci chcą być wtedy fachowcami od ciąży, od porodu, od wszystkiego. Wszyscy chcą mieć kompletną wiedzę na ten temat, a najlepiej, żeby to były dane statystyczne. Mężczyźni zawsze pytają, jak coś wygląda w procentach. Muszą mieć konkret.
Jeśli zapytać kobietę, czego oczekuje od mężczyzny podczas porodu, to ona odpowie: żeby po prostu był. A jak jego zapytać, co będzie wtedy robił, to usłyszymy: będę masował, pomagał. Bo dla faceta tylko być jest strasznie trudne, dla niego odpowiedzią na problem jest działanie. Dlatego tak ważne jest przygotowanie go do porodu. Trzeba mu powiedzieć, co konkretnego może zrobić, niech on będzie menedżerem porodu. Wymaganie od mężczyzny uczestniczenia w tym wydarzeniu bez wcześniejszego przygotowania jest dla niego torturą. Wtedy przez kilkanaście godzin patrzy, jak najbliższa osoba się męczy, i nic nie może zrobić. To dla niego koszmar.
Jaki konkret możemy mu dać? Dziewczyny wyobrażają sobie miejsce, w którym chcą rodzić. Chcą, żeby było ciepłe, przytulne, z wodą, która uspokaja, muzyką, ulubionymi zdjęciami. Tworzą w myślach gniazdo, a rolą mężczyzny jest zrobić to gniazdo, jak przyjadą do szpitala. Niech zamyka drzwi, przygasza światła, wyprasza ludzi, jeśli jest ich za dużo. Radzę, żeby wcześniej zrobić listę priorytetów, potem ojciec dziecka może negocjować poszczególne jej punkty. Może znaleźć w szpitalu osobę, która będzie się nimi opiekowała, poprosić ją o chwilę rozmowy i ustalić, co się da, a co nie.
Uczę mężczyzn, jak pomóc kobiecie zmienić pozycję. Mówię: popatrz, trzeba zrobić tak, żeby jej było łatwiej wstać z klęczek. Dobra jest pozycja, kiedy kobieta wiesza się mężczyźnie na szyi, ale jeśli nie będzie wiedział, jak ją podtrzymywać, to po pięciu minutach padnie mu kręgosłup. Daję panom narzędzia: uczę masażu, wspomagania oddychania. Tłumaczę, co zrobić, żeby było jej wygodnie pod prysznicem, że trzeba jej podawać picie, pilnować, aby co dwie, trzy godziny robiła siku, nawet jak jej się nie chce, kiedy trzeba zawołać położną.
Mężczyznom trzeba wcześniej opowiedzieć, jak dokładnie przebiega
poród, bo ich wyobrażenia oparte na filmach z internetu są mało realistyczne. Przychodzi na przykład taki moment, że akcja jest już bardzo intensywna i wydaje się, że za chwilę
dziecko się urodzi, ale wiele kobiet właśnie wtedy wchodzi w okres przejściowy - robią się senne, chcą odpocząć. Mężczyzna się przygotował - chce oddychać, chce masować, a ona mu mówi: zostaw mnie, i zamyka się w łazience. Facetowi trudno usiąść wtedy w kącie. To jest dla niego bardzo stresujące, więc trzeba go przygotować na takie sytuacje.
Mężczyźni boją się towarzyszącej porodom fizjologii? Bardzo. Ostatnio pojawił się trend bardzo niedobry dla porodów. Chodzi o grupę wykształconych kobiet, które zarabiają, są samodzielne, mają kontrolę nad własnym życiem. I ciąża im tę kontrolę odbiera, przestają panować na przykład nad swoim ciałem. Puchną im nogi i choćby się wściekły, nie wcisną ich do ulubionych butów. To jest trudne, a poród jest jeszcze trudniejszy.
Więc znalazły na to sposób -
cesarskie cięcie. Wiedzą, kiedy będzie zrobione, jak długa będzie operacja i jaki będą miały szew. To wybór ze strachu przed niewiadomym. Bo kobiety nie wiedzą, jak się będą zachowywały ani wyglądały. Nie potrafią sobie wyobrazić, że będą głośno krzyczeć, bo podczas porodu trzeba krzyknąć. Kobieta ma się skupiać na rodzeniu, a nie na tym, żeby nie krzyczeć albo że mężczyzna ogląda ją w takim stanie. Pamiętam, jak kiedyś dziewczyna powiedziała mi, że jej mąż jest estetą i ona nie wie, jak to będzie podczas porodu. Bardzo ją to martwiło. Odbyłam z nimi ciężką rozmowę i w końcu stanęło na tym, że nie będzie rodziła z mężem.
Był estetą? Nie, całkiem inne określenia cisną mi się na usta. Ale w tym przypadku najlepszym rozwiązaniem było, żeby mąż siedział pod drzwiami i przyszedł, dopiero jak się urodzi dziecko. Nie ma w tym nic złego. Jestem przeciwniczką zmuszania mężczyzn do uczestniczenia w porodzie. Niestety, presja środowiska jest ogromna: jak nie idziesz z żoną do porodu, to nie jesteś dobrym ojcem, wszyscy koledzy byli, a ty nie pójdziesz. To fatalne podejście. Nie wolno ich zmuszać nie tylko do bycia przy porodzie, ale też do tego, że muszą tam być cały czas. Trzeba im wcześniej powiedzieć, że mogą wyjść, trzeba im powtarzać: nie wytrzymasz, to wyjdziesz, i już. Umów się, chłopie, z żoną, że wyskoczysz na godzinę coś zjeść albo zapalić. Proszę sobie wyobrazić palacza, który przez kilkanaście godzin musi obejść się bez papierosa.
Ile w tym wszystkim mody? Trochę, zwłaszcza na porody w domu. Zdajemy sobie sprawę, że to jest już takie oryginalne, że można o tym opowiadać na każdej imprezie przez następne pięć lat. I coraz częściej zdarza się, że to właśnie mężczyźni ciągną w stronę porodu w domu. Robią to nierzadko ze względów ambicjonalnych. Rodzice wyobrażają sobie, jak będzie wyglądało ich rodzicielstwo, a ten poród ma być wielkim otwarciem w określonym stylu. Panowie chcą pokazać, że czują się odpowiedzialni za rodzinę, więc podejmują decyzje, które mają na nią wpływ. Wysyłają sygnały: popatrz, żono, jaki jestem mocny, załatwię położną, załatwię poród, a ty tylko urodzisz. Poza tym przy porodach w domu bardzo silnie wychodzi kwestia odpowiedzialności, bo sami się na to zdecydowaliśmy.
Dlaczego tak ważne jest, żeby mężczyzna nie czuł się zmuszony do udziału w porodzie? Bo potem jest na wewnętrznej emigracji, wyłącza się i niech żona sobie rodzi. Jak wcześniej widzę, co się święci, to namawiam na obecność siostry albo przyjaciółki. Proszę mi wierzyć, że mąż może emocjonalnie hamować poród, i to do tego stopnia, że trzeba go wyprosić z pokoju. Bo jak ktoś się zacznie mocno denerwować, to nie ma siły, żeby te nerwy się nie udzieliły wszystkim naokoło, zwłaszcza rodzącej. Kobieta nie czuje się wtedy bezpiecznie, przestaje wydzielać hormony odpowiedzialne za skurcze i poród staje w martwym punkcie. Dlatego pociąga mnie pomysł: poród - babska sprawa. Wiem, że to teraz strasznie niepopularny pogląd, ale uważam, że kobiety pomagające rodzącej często radzą sobie lepiej, bo budzi się w nich instynkt i wchodzą w rolę.
Mężczyźni i pewnie niektóre kobiety śmiertelnie się za to na panią obrażą. Zajmuję się porodami domowymi i zdarzało mi się, że przez faceta, który nie umiał znieść presji, musieliśmy jechać do szpitala. Przykład: malutka kawalerka, rodzicom bardzo zależało na porodzie w domu, więc przyjechałam. A ten poród nie szedł i nie szedł, ona raz miała skurcze, raz nie miała. Dla mnie to sygnał, że coś jest na rzeczy. I na rzeczy był chłopak, który w napięciu zaczął krążyć wokół mnie i zadawać pytania: czy wszystko jest w porządku, czy idzie jak powinno, a co będzie dalej? Atmosfera tak zgęstniała, że po kilkunastu godzinach nie wytrzymałam i powiedziałam: jedziemy do szpitala.
Kwadrans po wejściu na izbę przyjęć skurcze wróciły i dziecko bardzo szybko przyszło na świat. Ta sytuacja wiele mnie nauczyła. Od tamtej pory zawsze zwracam uwagę na to, jak mężczyzna jest nastawiony do porodu.
Jakie błędy najczęściej popełniają wtedy mężczyźni?