Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Debata o znieczuleniu na życzenie
Prof. Romuald Dębski mówił wczoraj w "Gazecie", że w Niemczech czy krajach Beneluksu każda kobieta może zażądać znieczulenia i jego koszt pokrywa ubezpieczalnia, ale u nas to niemożliwe, bo brakuje anestezjologów. Skoro więc nie mamy armat, to dlaczego Polskie Towarzystwo Ginekologiczne wydaje rozkaz strzelania?
Blisko połowa polskich szpitali odpowiedziała ostatnio na ankietę fundacji Rodzić po Ludzku z pytaniem o formy łagodzenia bólu porodowego. W woj. mazowieckim znieczulenie zewnątrzoponowe nie jest dostępne w 25 proc. szpitali, w podlaskim i małopolskim w około jednej trzeciej, a w wielkopolskim - w 64 proc. Nie jest dostępne, bo brakuje anestezjologów.
Zastanówmy się, co oznaczałoby w praktyce wpisanie do standardu porodu znieczulenia na życzenie. Standard ma mieć rangę rozporządzenia minister zdrowia. Skoro tak, to NFZ będzie musiał zawierać kontrakty tylko z tymi szpitalami, które mają realną możliwość podania tego znieczulenia każdej rodzącej. To wyeliminowałoby znaczną część istniejących oddziałów położniczych, które nie mogą zapewnić dyżurów anestezjologa przez okrągłą dobę.
Pacjentki mają prawo wybrać szpital do porodu. Niedawno znajoma zgłosiła się w pierwszej fazie porodu do szpitala na warszawskim Mokotowie i dowiedziała się, że mogą ją tu przyjąć, ale na łóżko w korytarzu, bo miejsc nie ma. Karetka zawiozła ją do odległego o 30 km Grójca. W Warszawie nie jest to odosobniony przypadek, bo miejsc jest na styk, a okresowo za mało. Terminu porodu nie da się precyzyjnie zaplanować, tylko 5 proc. rodzących zgłasza się do szpitala w przewidzianym przez ginekologa dniu. Dlatego porody traktowane są jak przypadki nagłe.
Jeśli do rozporządzenia wpiszemy znieczulenie, wyeliminuje to część istniejących łóżek położniczych. Rodzącym odbierze to prawo wyboru szpitala i rzuci je na los szczęścia - albo urodzi w szpitalu, albo w karetce szukającej wolnego miejsca.
Oczywiście można założyć, że przy dodatkowym zastrzyku pieniędzy na znieczulenia szpitale staną na głowie, by z rynku tych usług nie wypaść. Zatrudnią anestezjologów na kontrakty, formalnie spełnią kryteria umowy z NFZ, a faktycznie będzie, jak jest. Już teraz przy kontrolach okazuje się, że wielu deficytowych specjalistów "pracuje" w kilku miejscach jednocześnie w tym samym czasie. Mnożenie fikcji na pewno nie leży w interesie pacjentek, a już na pewno nie pomoże złagodzić ich bólu porodowego.
Dlatego lepiej darować sobie apele do minister zdrowia. To jednak nie oznacza, że kobiety przy porodzie muszą cierpieć. Jest wiele technik łagodzenia bólu, jak masaże czy wanna z ciepłą wodą, które rzadko są stosowane w polskich szpitalach. Nagminnie lekceważy się rolę przyjaznego wsparcia bliskich i personelu medycznego.
Kobieta rodząca to nie tylko ciało od pasa w dół, to również jej uczucia. Lęk przed bólem wzmaga ból, powie to każdy psychiatra, ale ginekolog psychiatrą nie jest. Strach o dziecko sprzyja nieracjonalnym wyborom, jak np. cesarskie cięcie na życzenie. Oficjalnie nie istnieje, ale wystarczy przyjrzeć się statystykom porodów w porównywalnych szpitalach powiatowych, by wiedzieć, że w szarej strefie jest to możliwe.
Trzy lata temu w Wielkiej Brytanii zespół ds. opieki okołoporodowej wypracował wspólne stanowisko dotyczące porodów. Wychodził z założenia, że "przy odpowiedniej opiece i wsparciu większość zdrowych kobiet może urodzić dziecko przy użyciu minimalnej liczby procedur medycznych i większość z nich woli uniknąć interwencji pod warunkiem, że ich dzieci będą bezpieczne, a one same poradzą sobie z tą sytuacją". Taki poród został nazwany porodem normalnym. Jest to poród bez indukcji, bez użycia narzędzi, nie przez cesarskie cięcie, bez znieczulenia ogólnego, podpajęczynówkowego i zewnątrzoponowego. Zespół zalecał, by do 2010 r. liczba takich porodów wzrosła do 60 proc.
Przy brytyjskiej definicji w Polsce niemal nie ma porodów normalnych, bo jeśli nie stosuje się w nich znieczulenia, to dość masowo wywołanie i przyspieszanie porodu przy pomocy oksytocyny. A podanie tego środka wzmaga ból.
Brytyjczycy, promując porody normalne, zalecają wspieranie pacjentek przez położne i pełną informację o skutkach zastosowania środków farmakologicznych. A która z polskich matek jest informowana, że znieczulenie zewnątrzoponowe podnosi statystykę porodów zabiegowych - z użyciem kleszczy i próżnociągów, co na pewno nie jest obojętne dla noworodka?
Na poród można patrzeć dwojako - albo jak na proces fizjologiczny, w którym rola medycyny sprowadza się do pomocy naturze i interwencji wtedy, kiedy to konieczne, albo jak na procedurę medyczną podzieloną na kilkanaście czy kilkadziesiąt części, z której każda jest wyceniana oddzielnie.
Jeśli potraktujemy poród jak procedurę medyczną, nie ma siły - koszty porodów w skali społecznej będą coraz wyższe i wyższe. Bo firmy zajmujące się produkcją sprzętu chcą sprzedać jak najwięcej swoich produktów, a koncerny farmaceutyczne - jak najwięcej leków. Przy ograniczonych środkach na lecznictwo należałoby się zastanowić, czy jest to jak najbardziej sensowny sposób wydawania pieniędzy.
Od początku "Gazetowej" akcji "Rodzić po ludzku", z której zrodziła się fundacja o tej nazwie, wyznajemy filozofię, że poród to naturalny proces fizjologiczny, a nie choroba. I tam gdzie nie ma zagrożenia dla zdrowia, nie należy stosować ingerencji medycznych. Należy zawsze informować kobiety o stosowanych zabiegach, podawanych [lekach? - kor.] i dawać im prawo wyboru.
Ale zdajemy sobie sprawę, że są matki, które już przed porodem decydują się, by ból odjął im lekarz, i chcą skorzystać z dobrodziejstw medycyny. Także jeśli kobieta zdecydowała się na poród naturalny, ale ból jest nie do wytrzymania, powinna mieć prawo do znieczulenia. I nie powinna za nie płacić.
W idealnym świecie tak być powinno. Do tego ideału należy dążyć.
Jaki ma być poród Zespół powołany przez Ministerstwo Zdrowia (profesorowie ginekologii i położnictwa, położne i reprezentantki fundacji Rodzić po Ludzku) opracował tzw. standard porodu fizjologicznego.
Według projektu kobieta m.in.: - wybiera miejsce porodu, może to być nawet jej dom; za taki poród z położną też zapłaci NFZ; - może wybrać położną; - położna zachęca ją do korzystania ze wsparcia kogoś bliskiego; - może wybrać pozycję, w jakiej chce rodzić; - w szpitalu ma dostęp do wanny, w której może wziąć kąpiel; - personel medyczny informuje ją o celu i ewentualnych skutkach każdej podejmowanej interwencji.
Po konsultacjach społecznych standard uzyska rangę rozporządzenia ministra zdrowia.
Więcej o zaletach pierwszego kontaktu czytaj na pierwszykontakt.orgWięcej o ciąży i porodzie czytaj na eDziecko.pl