Poród jak wejście na szczyt

Dominika Wantuch, Kraków
2011-09-22, ostatnia aktualizacja 2011-09-22 11:05

Joanna Wużyk ze swoim czwartym dzieckiem, 9-tygodniową córką Różą, którą urodziła naturalnie w szpitalu im. Ludwika Rydygiera w Krakowie
Joanna Wużyk ze swoim czwartym dzieckiem, 9-tygodniową córką Różą, którą urodziła naturalnie w szpitalu im. Ludwika Rydygiera w Krakowie
Michał Łepecki

W swoim tempie, powoli, naturalnie. Wczuć się w swoje ciało i podążać za instynktem. Zjednoczyć się z dzieckiem i poczuć jego potrzeby. A potem razem powitać świat. Magia? Tak, magia porodu. Także szpitalnego

Co trzecia Polka rodzi przez cesarskie cięcie. Kolejne 30 proc. korzysta ze znieczulenia zewnątrzoponowego. Bo chcemy rodzić szybko, komfortowo, bezboleśnie no i oczywiście bez komplikacji. Wiele z nas panicznie boi się bólu, inne decydują się na znieczulenie lub cesarkę tak po prostu, żeby uniknąć przeżyć, o których się nasłuchały, że np. poród to jak wypychanie arbuza przez nos, albo że ból porodowy jest podobny do nowotworowego.

Pomaga w tym medycyna, której bezwzględnie wierzą lekarze i często rutynowo z pośpiechu czy z przyzwyczajenia podają środki farmakologiczne - najpierw by poród przyspieszyć, potem by złagodzić towarzyszący mu ból.

Co jednak, gdy na porodówkę trafia kobieta, która chce doświadczyć prawdziwego porodu? Taka, która choć boi się bólu, w kilku zdaniach potrafi wytłumaczyć jego sens? Która bardziej od fizjologicznych doznań boi się farmakologii? Która wierzy w swój instynkt i ufa swojemu ciału?

Medykalizacja odbiera im możliwość doświadczenia porodu - mówią zgodnie Ela, Maria i Asia. Gdy w okienku testowym po raz kolejny pojawiła się druga kreska, postanowiły, że nikomu swojego porodu nie oddadzą.

Poród, czyli trauma

Rok 2006. Ela Pliś jej mąż Szymon czekają, aż na świecie pojawi się ich pierwsza córka. W 39. tygodniu ciąży Ela dostaje skurczów, szybko jedzie do szpitala.

- I zaczęło się - wspomina. - Choć to były skurcze przepowiadające, zatrzymano nas w szpitalu. Był wieczór, poszliśmy spać. Nad ranem przyszedł lekarz i obudził mnie słowami: "Tu się nie śpi, tu się rodzi".

Ela spanikowała: - Jak to, przecież nic się nie dzieje?! Dla lekarzy to nie stanowiło przeszkody: podano jej oksytocynę i przebito pęcherz płodowy, żeby wzmocnić skurcze.

- Zachęcano mnie do chodzenia i część porodu spędziłam w wannie - mówi. - Jednak na drugą fazę kazano mi się położyć na wysokim łóżku porodowym, nacięto krocze, a lekarka kładła mi się na brzuchu, by wypchnąć dziecko.

Niedługo po tym, gdy mała Asia pojawiła się na świecie, pielęgniarka zabrała ją, tłumacząc, że dziecko ma trudności z oddychaniem. Po porodzie Ela zemdlała, Asię bez zgody mamy dokarmiano mlekiem modyfikowanym.

Podobnie było cztery lata później, gdy rodziła Kasię - przebicie pęcherza, pozycja na wznak, nacięcie krocza, dziecko po porodzie zabrane do osobnej sali.

Ela podkreśla, że przy obu porodach trafiła na dyżur swojej lekarki, która słynie z promowania naturalnych porodów. Napisała nawet o nich książkę.

Maria Kołodziejczyk, psycholog, sama przyznaje: - Do pierwszego porodu w 2003 r. byłam dobrze przygotowana, ale od szyi w górę. Miałam głowę naszpikowaną wiedzą, żeby móc poradzić sobie z niepewnością. Ale to była pułapka, bo w porodzie, jak na polskiej kolei, nie wszystko idzie zgodnie z planem.

Od położnej w wybranym szpitalu Maria usłyszała: - Oczywiście, że pytamy o lewatywę i o nacinanie krocza. Ale i tak kochana zrobisz, co ci każemy, bo działamy dla dobra twojego i dziecka.

Uświadomiłam sobie, że dużo łatwiej zmienić szpitale niż mentalność ludzi, którzy w nich pracują.

Ale Maria szpitala nie zmieniła. Wyobrażała sobie, że urodzi całkowicie naturalnie, przy ulubionej muzyce i świecach. Do szpitala zabrała też kadzidełka.

Po nocy spędzonej na porodówce położne wsadziły Marię do wanny. Poród się posuwał, ale wolno.

Przyszedł lekarz i kazał mi wyjść z wanny, bo za bardzo się relaksuję. Zaczęłam czuć, że to, co dzieje się wokół, nie jest już podyktowane moimi potrzebami, tylko tym, że "zatkaliśmy" porodówkę, a tu inne kobiety rodzą. Pozbieraliśmy z mężem świeczki i kadzidełka. Położne kazały położyć się do łóżka. Choć wyraźnie powtarzałam, że nie chcę oksytocyny, podały mi ją. Podłączyły KTG, pojawiły się błędy w zapisie.

Poczułam wtedy żal.

Poród Marii skończył się cesarskim cięciem. Czuła, że pozwoliła sobie odebrać coś ważnego, pomyślała wtedy: jeśli jeszcze kiedyś urodzę, to tylko w domu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1