Większość decyzji na szczeblu unijnym zapada po tym, jak zgodzą się na dane rozwiązanie zarówno Komisja Europejska, Rada Unii Europejskiej (czyli przedstawiciele rządów państw członkowskich) jak i Parlament Europejski (PE). Oznacza to, że rząd sprawujący Prezydencję w Radzie UE musi ściśle współpracować nie tylko z innymi państwami członkowskimi czy z Komisją, ale i z Parlamentem Europejskim, którego rola po wejściu w życie Traktatu z Lizbony bardzo wzrosła. Ważne jest to, aby: wiedzieć wcześniej, jakie jest stanowisko zasiadających w nim posłów, negocjować, aby stanowisko to zbliżyć do opinii Rady oraz ostatecznie doprowadzić do podjęcia decyzji. Im więcej takich kompromisów się osiągnie, tym więcej Prezydencja zaliczy sobie w poczet sukcesu. W tym celu należy dobrze się orientować, z kim rozmawiać oraz jakie argumenty mają szanse spotkać się z poparciem.
Parlament nas przećwiczy? Po wejściu w życie traktatu lizbońskiego
rola Parlamentu Europejskiego znacznie wzrosła. Decyduje on w większej liczbie spraw niż jeszcze kilka lat temu. Posłowie czują tę zmianę i chcą ją wykorzystać, szczególnie podkreślając swoje nowe znaczenie. Niejednokrotnie sprzeciwiają się więc pomysłom Rady UE, którą Prezydencja reprezentuje, czasami sondując swoje możliwości. Najbardziej znanym przypadkiem takiej próby sił było zablokowanie umowy SWIFT (o udostępnianiu Amerykanom danych osobowych obywateli UE) oraz zeszłoroczne negocjacje unijnego budżetu na 2011 rok, kiedy Parlament sprzeciwiał się propozycjom finansowym państw członkowskich. W końcu jednak doprowadzono do porozumienia, a ówczesna Prezydencja belgijska przyznaje, że wymagało to znacznych wysiłków dyplomatycznych. Posłowie wcale bowiem nie muszą mieć takiego samego stanowiska, jak rząd ich kraju, nawet jeżeli pochodzą z tej samej opcji politycznej. Nie bez powodu Mikołaj Dowgielewicz, sekretarz stanu w MSZ, odpowiedzialny za polskie Przewodnictwo w Radzie UE, zwracając się swego czasu do Jerzego Buzka, Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, powiedział: "Reprezentuje Pan tę instytucję, która ostatnio najbardziej ćwiczy kolejne Prezydencje. Mamy nadzieję, że dla naszej Parlament będzie łaskawy." Jednak za nadzieją muszą iść działania, w celu nawiązania dobrych relacji w PE, bo łaskawość, czy raczej przychylność w polityce nie bierze się z znikąd.
Zapracować na przychylność Na dobre relacje z posłami do PE trzeba zapracować. Działają tu zwykłe mechanizmy psychologiczne i organizacyjne. W celu zjednania sobie poparcia, należy się z daną osobą spotykać, przedstawiać jej swoje argumenty i wysłuchiwać jej racji. W końcu, trzeba próbować ustalić wspólne stanowisko, cały czas traktując się po partnersku przekładając to na realia kontaktów Prezydencja - Parlament Europejski, ministrowie i wysocy polscy urzędnicy muszą dbać o
stałe kontakty z posłami oraz administracją parlamentarną. Czas więc obecnie sprawdzić, co już zostało w tym kierunku zrobione.
Problem rozpoznany Po pierwsze konieczna jest świadomość istnienia danego wyzwania. Ta w MSZcie i wśród osób zajmujących się przygotowaniami do Prezydencji istnieje. Wysocy urzędnicy przyznają, że apelowano do ministrów o odpowiednie wczesne nawiązywanie kontaktów z posłami, zajmującymi się w Parlamencie Europejskim obszarami z zakresu obowiązków danego resortu oraz ustaleniu, jakie konkretne sprawy z tej dziedziny będą na parlamentarnej agendzie podczas polskiego Przewodnictwa. Wyznaczono też w ministerstwach osoby, odpowiedzialne za stały kontakt z PE.
W Stałym Przedstawicielstwie RP w Brukseli wyodrębniono natomiast, właśnie odpowiednio wcześnie przed Prezydencją,
osobny wydział. Wizytę w PE złożył w lutym minister Radosław Sikorski. Termin przyjazdu - na pół roku przed rozpoczęciem polskiego Przewodnictwa - oceniono bardzo korzystnie, jako nadzwyczaj wczesny. Główny rozgrywający polskie Przewodnictwo, Mikołaj Dowgielewicz, też w PE się pojawia i jest tam rozpoznawany. Posiadając doświadczenie pracy w unijnych instytucjach, zdaje sobie sprawę, jak działają, a więc i jak do nich podejść. Jego wiedza oraz zaangażowanie jest w Brukseli odbierane bardzo pozytywnie. Choć oczekiwania w stosunku do ich zwiększenia są równie wysokie. W żartach sugeruje się, że minister powinien nocować w Parlamencie, aby móc w pełni zadbać o interesy naszej Prezydencji.
Jednak obowiązki sprawowania Prezydencji nie spadają jedynie na MSZ czy Stałe Przedstawicielstwo lecz na wszystkie ministerstwa - w zależności od ich obszaru kompetencji. Zatem przejąć się sprawą powinni także ministrowie resortowi i ich urzędnicy. A z tym już jest różnie.
Ministrowie z wizytą u posłów Z ministrów w ramach przygotowań do Prezydencji odwiedzili już Parlament i spotkali się z przewodniczącymi odpowiednich komisji, poszczególnymi, znaczącymi w danej dziedzinie posłami zagranicznymi, szefami parlamentarnej administracji, czy grupą polskich posłów: minister Waldemar Pawlak (2 razy, kolejne wizyta zaplanowana), Cezary Grabarczyk (2 razy), Elżbieta Bieńkowska (2 razy, kolejna wizyta w planach), Jerzy Miller (raz), Marek Sawicki (kilka razy), Krzysztof Kwiatkowski (co najmniej raz), Jacek Rostowski (2-3 razy). Żółtą kartkę powinna dostać minister Ewa Kopacz, która wprawdzie już czterokrotnie wybierała się do Brukseli, ale do przyjazdu jeszcze nie doszło. A odwoływanie spotkań u posłów, których kalendarz jest zwykle napięty, na pewno nie nastraja przyjaźnie. Tymczasem to właśnie przyjazd samych ministrów, a nie ich zastępców, się liczy. Posłowie czują się wtedy odpowiednio docenieni, a to z kolei lepiej ich nastawia do konstruktywnej współpracy z Prezydencją. Oczywiście przyjazdy wiceministrów (wizyt tych nie wyliczam, odbywają się również) istotne są także w dalszej kolejności tak jak i średniego szczebla urzędników ministerstw. Dla przykładu w październiku byli w Brukseli Dyrektorzy Generalni wszystkich ministerstw. To urzędnicy będą (i już są) w stałym kontakcie z personelem PE oraz posłami podczas trwania setek ustaleń. Takie wizyty pozwalają także pracownikom polskiej administracji zrozumieć, jak funkcjonuje Parlament, kto jest za co odpowiedzialny i gdzie szukać informacji. Tu w niektórych resortach jeszcze jest potrzeba nadrobienia zaległości, choć generalnie w opinii pracowników PE przygotowania do polskiej Prezydencji w tej instytucji widać. Oczywiście aktywność poszczególnych ministrów w PE powinna także zależeć od obszaru, którym się zajmują. Podczas gdy polityka ochrony zdrowia należy nadal do kompetencji narodowych i Parlament ma w tej dziedzinie mniej do powiedzenia, sprawy finansowe i gospodarcze jak najbardziej muszą być często konsultowane.
Zaangażowanie drugiej strony Komunikacja i współpraca jednak istnieje wtedy, gdy i druga strona jest w nią zaangażowana. Jak w każdej grupie, tak i wśród polskich posłów do PE znajdują się więc ci, którzy są w przygotowania do Prezydencji zaangażowani bardziej, jak i ci, którzy aktywni są mniej lub jedynie krytykują. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że ogólnie istnieje ponadpartyjna świadomość, że Przewodnictwo jest ważną dla Polski sprawą i nie należy kierować się tu podziałami politycznymi. Co prawda z grupy politycznej, do której należą PiS i PJN, słychać głosy, że posłowie będą patrzeć rządowi na ręce i krytykować działania, ale jest to rola opozycji. Ważne natomiast, aby krytyka była uzasadniona.
Do tej pory nie zawsze tak było. Pokrywanie się terminu wyborów do Sejmu i Senatu z okresem polskiego Przewodnictwa na pewno nie pomoże intensywności i merytoryczności kontaktów. Można się spodziewać, że część posłów do PE będzie prowadzić kampanię wyborczą (nawet jak sami nie będą startować, to będą zabiegali o poparcie dla partii) i wykorzystywać Prezydencję do tych celów. Dobrze, o ile energia poszłaby w ciężką merytoryczną pracę w swojej działce w PE, przez którą będzie się chciało zdobyć przychylność wyborców. Znając polskie realia, szanse na to nie są duże. Ale, według opinii ekspertów w Brukseli, Polska ma też pewną grupę posłów do PE, która swoim oddaniem obowiązkom posła i wysoką wiedzą, zaskarbiła sobie uznanie. Oby było ich jak najwięcej i przychodzili z pomocą administracji w sprawowaniu Prezydencji.
Politycy i urzędnicy w kraju powinni z kolei kontynuować dobre praktyki poznawania Parlamentu Europejskiego i nawiązywania z nim współpracy. Jeszcze można nadrobić zaległości i rozwijać zawarte kontakty.
Dobra współpraca Prezydencji i Parlamentu Europejskiego jest w interesie obu stron, dlatego po prostu warto ją podejmować. Całość powinna opierać się na kilku zasadach: rzetelnej wymianie informacji, otwartości i zaufaniu oraz traktowaniu się po partnersku.