Przygotowując się do prezydencji
Polska wpisała tematykę wzrostu do swych priorytetów. Jednak na początku przewodnictwa o tym jak pobudzić wzrost nie słyszeliśmy zbyt wiele. Po pierwsze, dlatego, że debatę europejską zdominował kryzys zadłużenia w
strefie euro - czyli co zrobić z Grecją i jak zapobiec rozprzestrzenianiu się problemów greckich na resztę państw unii monetarnej. Po drugie, Polska skupiła się na budowaniu konsensusu w sprawie regulacji zaostrzających zarządzanie gospodarcze w Europie, czyli na tzw. "sześciopaku", który z wielkim trudem w końcu udało się przyjąć. I choć kryzys nie ustępuje, to jednak decyzje jak go rozwiązać zapadają w obrębie siedemnastu państw należących od
strefy euro, i Polska, z racji pozostawania poza strefą, nie może wiele wnieść do debaty. Natomiast sfinalizowanie "sześciopaku" pozwoliło prezydencji zająć się od października promowaniem tematyki wzrostu.
I tak na początku miesiąca Polacy współorganizowali Forum Wspólnego Rynku, które odbyło się
Krakowie, a następnie seminarium dla europejskich polityków w Brukseli. Oba te wydarzenia świadczą o sprawności polskiej prezydencji i zdolności angażowania się w politykę europejską. Zamiast dość aroganckiego chwalenia się wzrostem polskiej gospodarki, co jeszcze niedawno uprawiał premier, czy obdarowywania ministrów strefy euro swoimi tekstami na temat sposobów walki z kryzysem, jak to uczynił minister Rostowski, tym razem Polska postanowiła działać wspólnotowo. Czyli, zamiast w pojedynkę mówić o konieczności pobudzania wzrostu, prezydencja zdecydowała się wspomóc unijne instytucje: Komisję i Parlament Europejski w ich programach pobudzania wzrostu.
Organizując wraz z Parlamentem Europejskim Forum Wspólnego Rynku, prezydencja stara się wywierać nacisk na Komisję, by ta sprawnie realizowała Akt o Jednolitym Rynku, czyli szereg reform mających ożywić gospodarkę. Polska wspiera też Komisję dostarczając jej kolejnych argumentów wskazujących na konieczność modernizowania europejskie gospodarki, tak by stała się ona konkurencyjną.
Polityczny wzrost Podczas brukselskiego seminarium prezydencja przedstawiła raport: "Europejski konsensus na rzecz wzrostu" przygotowany przy współudziale Banku Światowego. Raport zwiera szereg rekomendacji, co do kroków, jakie należy podjąć, by przywrócić konkurencyjność europejskim towarom i tym samym ożywić gospodarkę. Rekomendacje można podzielić na trzy grupy: dotyczące ludzi, rynku wewnętrznego i małego biznesu.
W kwestii kapitału ludzkiego Polska rekomenduje zwiększenie aktywności zawodowej Europejczyków poprzez zmiany w polityce społecznej (np. elastyczny czas pracy, wzrost dostępu do opieki nad dziećmi) oraz edukacji (np. system stypendiów, programy uczenia przez całe życie).
Jeśli chodzi o rynek wewnętrzny, to prezydencja wskazuje na konieczność wspierania handlu elektronicznego i transgranicznego rynku usług. Natomiast w kwestii małych przedsiębiorstw postuluje o usuwanie barier biurokratyczno-prawnych i uelastycznienie dostępu do kapitału.
Czy raport odkrywa Amerykę? Na pewno nie. O tych kwestiach od dawna piszą politolodzy, socjologowie i ekonomiści. Co więcej, debata przestała być już stricte akademicka i przeszła w fazę implementacji, bo z problemem zbyt słabego wzrostu Europa boryka się już od lat siedemdziesiątych. Obecny kryzys zaś tylko uwypuklił istniejące problemy. Tak więc na przestrzeni lat w Brukseli powstało wiele dokumentów, programów i strategii poświęconych temu jak w pełni wykorzystać potencjał gospodarczy Starego Kontynentu. Ostatnim z nich jest Europa 2020, czyli przyjęta w ubiegłym roku strategia rozwoju na następne dziesięciolecie. Jej celem jest odzyskanie konkurencyjność na globalnym rynku i powrót na ścieżkę stabilnego i zrównoważonego wzrostu, którego motorem ma być innowacyjności. Dlatego w strategii nacisk położono między innymi na podnoszenie kwalifikacji, intensyfikację badań naukowych, rozwój gospodarki cyfrowej.
W dużej części postulaty polskiego raportu pokrywają się więc ze strategią. Uczestnicy seminarium wytknęli zresztą Polakom brak odniesienie do Europy2020, jak i niefortunny tytuł raportu, wskazując, że to właśnie Europa 2020 jest uosobieniem konsensusu na rzecz wzrostu. Ponadto, rekomendacje zawarte w raporcie pokrywają się z priorytetami Polskiej prezydencji, co sugeruje, że raport pisany był "pod tezę".
Fakt, że polski raport nie wnosi "niczego nowego", to wbrew pozorom dobra wiadomość. Jego funkcja jest bowiem zupełnie inna - raport jest narzędziem politycznym, a nie analitycznym. Ma skłonić polityków do bardziej długoterminowego myślenia, co nie jest łatwe w ferworze walki z kryzysem. Ponadto, ma dostarczyć instytucjom unijnym kolejnych argumentów do forsowania zmian w istniejących przepisach uelastyczniających europejską gospodarkę.
Forum nacisku Podobną funkcję pełni też Deklaracja Krakowska, czyli konkluzje z Forum Jednolitego Rynku. Treść deklaracji nie zawiera właściwie nowości. Część kwestii, jak chociażby uznawanie kwalifikacji zawodowych pracowników w ramach Unii, to tematy, które próbuje się bezskutecznie rozwiązywać od dwudziestu lat. Inne, jak choćby e-handel, należą do obecnych priorytetów Komisji Europejskiej. Jeśli ktoś oczekiwałby po Forum jakichś rewolucyjnych rozwiązań mógłby poczuć się rozczarowany, bo oto do Krakowa przyjechało kilkaset osób, aby po raz kolejny porozmawiać na te same tematy. Jednak podobnie jak w przypadku raportu o wzroście, wartość Forum i Deklaracji leży mniej w ich treści, a bardziej w formie i funkcji, jaką pełnią.
Deklaracja Krakowska to głos europejskich konsumentów, pracowników i pracodawców, którzy wspólnie domagają się pogłębiania integracji rynkowej widząc w niej szansę, a nie zagrożenie jak chciałaby część eurosceptycznych polityków. Szansę na tańsze produkty, usługi, wyższe płace i lepsze warunki życia. Mając w ręku takie dokument jak Deklaracja, instytucje unijne zyskują kolejny argument do walki ze zwolennikami protekcjonizmu gospodarczego.
Inicjatywa, jaką jest Forum, uzmysławia również w jak olbrzymim stopniu tempo wzrostu i kształt wspólnego rynku zależy od samych zainteresowanych, czyli od obywateli, przedsiębiorców, pracowników i konsumentów. Same dyrektywy i regulacje nie rozruszają wspólnego rynku o ile nie będą wcielane w życie przez państwa członkowskie. Dlatego szalenie ważna jest aktywność samych zainteresowanych, którzy muszą wymagać od krajowych instytucji egzekwowania europejskich przepisów, a w razie ich łamania alarmować Brukselę. Sama
Bruksela też jednak musi otworzyć się na obywateli i w sposób prosty i przejrzysty informować ich o przysługujących im prawach.
Czy za sprawą Raportu o wzroście i Deklaracji europejscy politycy zaczną więcej uwagi poświęcać ożywieniu gospodarczemu? Na razie pewnie nie, bo wciąż walka z kryzysem jest ich głównym zmartwieniem. Nie mniej jednak, w dalszej perspektywie wysiłki Polski nie pójdą na marne, gdyż wpisują się w szerszy europejski program pobudzenia wzrostu, a dodatkowo aktywizują obywateli.